empatia

Słowo „empatia” generalnie, gdy je słyszymy, identyfikujemy z działalnością charytatywną, łączącą się z wolontariatem, sponsoringiem lub patronatem, mającym na celu zmianę jakości życia grupy, na rzecz której kierujemy swoją różnorodną pomoc.

I tak działamy na rzecz niepełnosprawnych dzieci, osób starszych, ludzi przewlekle lub psychicznie chorych, staramy się poprawić los zwierząt – zarówno tych dzikich, bytujących w środowisku, jak i prowadzimy przeróżne akcje oraz kampanie edukacyjne. Rozpatrując każdą z tych aktywności, empatię definiujemy wyłącznie w odniesieniu do konkretnej grupy, a o osobach przypisanych do danych działań mówimy, że mają wielkie serca, są społeczne, jednak komunikując się z nimi, nie wchodzimy w ich codzienność, którą modeluje praca społeczna.

Kontaktując się z nimi, oczekujemy pełnej dyspozycyjności, odbieramy im prawo do prywatności oraz do życia według własnych reguł. O ile komunikacja odbywa się poza godzinami pracy urzędu, nie mogą liczyć na żadne ulgi – oczekujemy, że będą „przy telefonie” przez całą dobę, siedem dni w tygodniu, bez wyjątku. Wobec nich zapominamy o empatii, o tym, że działają pod ogromną presją emocjonalną, że drastyczne przypadki dnia codziennego, będące ich udziałem w wyniku pracy charytatywnej lub wolontariatu, silnie wpływają na ich emocje i uczucia, a pośrednio również na ogólny stan psychofizyczny.

Zapominamy, że są osoby, które nie potrafią zostawić problemów w pracy, że istnieją okoliczności dręczące ich nocami, a koszmary senne są projekcją niepokoju i zaangażowania w obowiązki, które niekiedy przekraczają ich możliwości i siły. Nie każdy potrafi pogodzić się z tym, co widzi w hospicjum. Nie każdy lekko przyjmie śmierć cierpiącego, małego, chorego kota. Są osoby, których empatia jest tak wyskalowana, że na cierpienie innych reaguje również ich ciało. Zjawisko to nazywamy empatią somatyczną. Oczywiście osoby nadwrażliwe nie powinny zagłębiać się w sytuacje, w których są bezradne, jednak nie zawsze jesteśmy przygotowani na to, co faktycznie kryje się za pojęciem wolontariatu, do którego zgłaszamy się z pobudek altruistycznych.

Rozważając termin „empatia”, chcę dotrzeć do wyobraźni tych, którzy nie szanują naszych ustaleń. Kiedy prosimy: „dajcie nam odetchnąć przez weekend”, zrozumcie ten jasny i wyraźny przekaz. Nasze oburzenie bywa postrzegane jako zbyt gwałtowne przez osobę, która akurat w weekend musi „przegadać” sytuację trwającą od dawna. Właśnie ten dzień, w którym wolontariusz chce się zresetować, uwolnić emocje, poczytać zaległą książkę czy zwyczajnie poleżeć i patrzeć bezmyślnie w sufit, pozwalając myślom swobodnie błądzić, przywoływać miłe wspomnienia – właśnie wtedy ktoś wybiera kontakt, by porozmawiać o problemach, które spokojnie mogą poczekać.

Zjawisko, które obserwuję od lat, jest niezwykle przykre. Wszędzie podnosi się temat empatii i docenia działania społeczne, lecz ludzi, którzy faktycznie odpowiadają za zmianę jakości życia grup objętych parasolem charytatywnym, nie traktuje się już z należnym szacunkiem, godnością czy uznaniem. Hejt, oszczerstwa, pomówienia, budowanie nieprawdziwych afer i sensacyjnych narracji – te wszystkie zjawiska niestety funkcjonują w przestrzeni, w której nie powinno być na nie ani miejsca, ani tym bardziej przyzwolenia.

Organizacje borykają się nie tylko z biedą, która coraz częściej odbiera im możliwość działania – będąc jedną z wielu konsekwencji pogłębiającego się kryzysu – ale również ze złą prasą, powielaną przez różnego rodzaju fora internetowe. Publicystyka przestaje być realną promocją. Nie wiadomo, kto faktycznie rozsiewa plotki i kalumnie, publikując przeróżne teksty. Aby zaistnieć w internecie, nie trzeba być wiarygodnym. Nikt nie kwapi się, by sprawdzić, czy sensacyjne doniesienia zawierają choćby ziarnko prawdy.

Reasumując – intencją tego tekstu było dotarcie do osób, które mimo rzetelnej edukacji prowadzonej przez sprawdzone, dobrze notowane organizacje, nadal uporczywie odmawiają przyswojenia zasad, reguł oraz norm prawno-administracyjnych, jednoznacznie określających, jak powinna być modelowana aktywność w trybie charytatywnego wolontariatu.

Wiedząc, że definicja wolontariatu została w ostatnich latach znacząco przemodelowana i pojawiły się organizacje, w których za „wolontariat” pobiera się wynagrodzenie, postaram się już wkrótce przedstawić zasadnicze różnice pomiędzy faktycznym wolontariatem a jego płatną formą, która w rzeczywistości jest po prostu etatem.