Za nami kolejny finał akcji „Mruczek sam o pomoc nie poprosi”. W tej edycji, pomimo zmiany kryteriów kwalifikujących do otrzymania wsparcia, udało nam się utrzymać w nagrodzonej grupie na dość dobrym, bo na piątym miejscu. Mobilizacja dotyczyła nie tylko wolontariuszy Fundacji, również skutecznie włączyli się sympatycy, przyjaciele i wszyscy ci, którzy od lat sekundują naszej pracy.
Akcje zbiórkowe, połączone z określonym zakupem, mają jeden przewodni cel, pomóc zgromadzić karmę, która zasili domy tymczasowe. Sezon na maluszki niezmiennie jest tym najtrudniejszym, nie tylko ze względu emocjonalnego czy opiekuńczego, to zawsze jedna wielka loteria i niewiadoma, z jakim efektem akcja ratownicza zostanie zakończona. W przypadku, kiedy przyjmuję pod skrzydła maleńkie oseski, nie mogę polegać na żadnych trwałych schematach. Każdy miot jest inny, przekazany w innych okolicznościach, a maluszki są w przeróżnej kondycji. W tym przypadku nie możemy liczyć na powielanie, kalkowanie czy schematyzowanie. Od momentu przyjęcia oseska do czasu jego adopcji, nieustannie jesteśmy w gotowości ekstremalnej. Godzina zero, czyli krytyczna, może się zdarzyć kompletnie bez wcześniejszych sygnałów ostrzegawczych. Opieka nad maluszkami jest ogromną radością, satysfakcją, ale do momentu stabilizacji czyli siedmiu tygodni, non stop zachowujemy się w stanie gotowości do podjęcia akcji ratowniczej. Nikt, kto nie karmił maluszka, nie ma pojęcia, o czym piszę. Wiele osób uważa, że skoro było matkami, to rozumieją, jaki trud musimy włożyć, żeby utrzymać malca przy życiu, kompletnie błędna logika.
Kiedy rodzi się dziecko, ma ono wykształcone narządy, jeśli oczywiście rozpatrujemy pojawienie się na świecie zdrowego noworodka. Z kociakami jest kompletnie inaczej, poród jest pierwszą fazą ich metamorfozy. Rodzą się ślepe, nieporadne, bezbronne, wymagają od matki nieustannej, sumiennej opieki. Oczy otwierają w dziesiątym dniu, do tego momentu to kotka albo człowiek w zastępstwie musi je pielęgnować. Zapewniając pokarm, nie zapominamy o masowaniu brzuszków, toalecie, ale co jest najważniejsze, utrzymywaniu ciepłoty ciała.
Ponieważ wydatki, dotyczące utrzymania kociaków przy życiu, zawsze są ogromne, a coraz więcej organizacji odmawia pochylania się nad nimi, w tym roku postanowiłam całość zebranej kwoty przeznaczyć na zakup produktów dla osesków czyli karmy mokrej Kitten oraz suchej dla Juniorków.
Maluszki nie lubią suchej karmy, nawet tej z górnej półki. Chętnie spożywają puszki, musy czy wszystkie te, które nie wymagają gryzienia, co jest zrozumiałe, bo ząbki zaczynają im rosnąć w piątym tygodniu. Starsze natomiast, te które z kociego żłobka wędrują do przedszkola, wręcz przeciwnie, wolą suche groszki, bo mleczaki, zanim wymienią na stałe, swędzą je, więc chrupiąc groszki, ścierają je. Natura, jak widać, jest mądra i jeśli ze zrozumieniem analizuje się zachowanie kotów, to wiele kłopotów można uniknąć, podejmując rozsądne decyzje.
Juniorzy, mając dobrej jakości kocie groszki nie dość, że pałaszują je ze smakiem, to nie mają potrzeby niszczyć sprzętów w domu. Nie gryzą kapci, nóg od krzeseł, kabli, ładowarek i pasków. Sucha karma dobrze zbilansowana eliminuje również wszelkie problemy jelitowe, które są przyczyną niebezpiecznej u kociąt biegunki.
Przygotowane tradycyjnie do tego sezonu, po cichutku liczymy, że opiekunowie kotów opamiętają się i nie będę odłączać od kotek dopiero co urodzonych miotów. Powtarzam przy każdej okazji od lat, pomogę z adopcją, tylko mam jedną prośbę, zanim uczynicie coś brzydkiego, skontaktujcie się ze mną osobiście, mój numer kontaktowy widnieje na stronie internetowej!
