fora

Fora internetowe mają przeróżne oblicza, w zależności od tego, kto je zakłada i jakie ma intencje. Generalnie, zawsze jest najważniejsze przesłanie informacyjne, na którym publikuje się branżowe wiadomości lub wykorzystywane są jako media kontaktowe.

I tak, wszelkie portale społecznościowe służą do promocji i reklamy firm, organizacji, związków, czy też partii. Niezależnie od naszej woli, otwierając telefon, laptopa czy komputer, bodźcowani jesteśmy informacjami, które nie są nam kompletnie potrzebne, a bywa, że ich przesłanie budzi w nas lęk, niepokój, obawę. Rozwój cywilizacji to nie tylko narzędzia pomocowe i naukowe, które usprawniają nam życie, to też cały bagaż wiadomości, których przyswojenie wprowadza mętlik i destrukcję w emocjach oraz poczuciu stabilności i bezpieczeństwa. Korzystamy z wyszukiwarki Google, wpisujemy interesujące, potrzebne nam w danym momencie frazy.

W ten sposób pozyskujemy informacje dość wiarygodne, rzetelne, sprawdzone. Zaglądając na profile społecznościowe na Facebooku, Instagramie czy Twitterze, poznajemy nie obiektywną prawdę, a tylko to, co ktoś nam, z pobudek dla niego oczywistych, chce przekazać. Czytamy mrożące krew w żyłach wpisy o katastrofach, pogromach, napadach, zniszczeniach, perełki pikantne dotyczące życia celebrytów, oszczerstwa, jakimi obrzucają się ludzie z przeróżnych branż. Chcemy czy nie, wszystkie te posty zaburzają naszą codzienność za sprawą osób, które uważają, że publikacja w internecie potwierdza ich wiarygodność. Z reguły większość z nas nauczyła się selekcjonować te z pozoru intrygujące wpisy, mając zakodowane, kto i w jakim celu stara się wywołać niezdrową sensację. Czy są to wiarygodne informacje, nie jest to ważne, liczą się osiągnięte zasięgi, liczba odsłon, kliknięć, lajków, taka jest bowiem obecnie metoda zarabiania pieniędzy przez celebrytów i influenserów.

Czy podoba się ta nowa forma budowania wizerunku, firmy i tworzenia majątku, zostawiam do indywidualnej oceny. Zmienia się specyfika życia, nie tylko publicznego, a efekt ekshibicjonizmu w pewnym sensie dotyczy każdego.

Wchodząc w przestrzeń internetową poprzez publikację zdjęć z pozoru mało ważnych, dajemy wnikliwemu, spostrzegawczemu obserwatorowi dość duży pakiet informacji o nas, o stylu życia, preferencjach, uzdolnieniach, czasem nawet fobiach i traumach.

Przytoczę dla przykładu dwa zdjęcia, każde zrobione z innego powodu, ale wspólnym mianownikiem, jak przystało na kocią fundację, są oczywiście futrzaki.

Zdjęcie pierwsze dotyczy postu odnośnie znalezionego kota, błąkającego się na terenie miasta.

Na pierwszym planie jest kot, raz na tle przedpokoju, raz leżący w łóżku. Informacje dodatkowe nie są w tym przypadku istotne, choć chwalebne jest to, że znalazca udał się z kotem na wizytę kontrolną do weterynarza. Zdjęcie kota wylegującego się na łóżku świadczy niezbicie, że trafił pod opiekę kociarzy. Nie mają żadnych oporów, żeby kocur rozłożył się w pościeli i smacznie w niej spał. Kot jest wyluzowany, spokojny, ciekawy przestrzeni, która jest obecnie jego schronieniem. Druga fotka niesie dodatkowe wskazówki. Na pólkach ustawione są równiutko dziecięce gry planszowe, ułożone bajeczki, czyli w domu mieszka także dziecko. O empatii, o wrażliwości, o szacunku dla zwierząt, nie boję się użyć słowa, miłości do mruczków, świadczy fakt wpuszczenia w domowe przestrzenie, a nie sięgnięcie po izolację w łazience. To dodatkowa informacja dla analizującego fotografię, osoba, która zaopiekowała się kotem, nie jest laikiem w tym temacie. Mając dziecko, zawsze przede wszystkim troszczymy się o jego bezpieczeństwo, spokój, zdrowie. Jest to istota dla nas bezcenna, a żaden świadomy, kochający rodzic nie uczyniłby żadnego kroku, który jest groźny dla ukochanej pociechy.

Moja wizja przyszłości tego kota jest odważna. Jak w najbliższym czasie nikt się po kota nie zgłosi, jestem pewna, że stanie się kolejnym ukochanym członkiem rodziny i przyjacielem dziecka.

Drugie zdjęcie do kociej rozprawki wezmę ze swojego życia. Każdy wie, że jestem szefową Fundacji, że mam zbyt wiele zadań, obowiązków, że moja troska nie skierowana jest wyłącznie na zapewnienie komfortu życia kotom, ale ważne są też dla mnie kwestie dotyczące Wolontariuszy, przy tym stwierdzeniu pozostanę, bo pewne sprawy powinny pozostać za zasłoną prywatności i milczenia.

Zdjęcie to zostało zrobione odruchowo i jest rejestracją zabawnej, domowej scenki, której oczywiście bohaterem jest mój ukochany kot Ytek. Ma świetny charakter i to on najczęściej towarzyszy mi na każdym kroku, jest moim kocim cieniem.

Fotografia pokazuje kota, siedzącego pod okapem kuchennym, patrzącego z zainteresowaniem na zawartość garnków, stojących na kuchni i blacie. Niby infantylne, dziecinne i banalne, ale kiedy przyjrzymy się uważniej, dostrzeżemy wskazówki i informacje, które dużo mówią o domownikach i ich zwyczajach.

Kot ulokował się w dość niecodziennym miejscu, stąd wniosek, że mieszkańcy domu akceptują wszelkie pomysły, dotyczące wyszukiwania przez pupila miejsca do spania czy przebywania. Kuchenka ma więcej palników niż tradycyjna, czyli osoby z niej korzystające ewidentnie pobytu w kuchni nie traktują jako zła koniecznego, a jako przyjemność i okazję do wprowadzania w życie swoich pomysłów kulinarnych. Zawartość garnków określa dietę, którą preferują na co dzień, a samo zdjęcie świadczy o wysokim poczuciu humoru fotografa i dystansu do siebie.

Uważny obserwator w kącie przy drzwiach dostrzeże drugiego kota. Oba są rasowe, więc wniosek, że jest jakiś powód, dla którego oba futra mieszkają w tej przestrzeni. Każdy z nich jest przedstawicielem innej rasy, więc nasuwa się kolejne pytanie, dlaczego tak się stało. Gdyby kociarz preferował jakąś rasę, skupiłby się raczej na kotach tej samej. Wiele to ułatwia, przede wszystkim w zakresie diety, pielęgnacji oraz profilaktyki. Mamy więc niewiadomą, która zachęca do poznania autora i rozwikłania zagadki z pozoru zwyczajnego zdjęcia.

Pokazałam, na podstawie dwóch przykładów, w jaki sposób można pozyskać wiadomości bez żadnych nakładów czy wysiłków. Uczyniłam to w jednym celu, żeby pokazać, że wiele z obrazów, które widzimy w internecie, zanim zostaną w nim umieszczone i zaczną żyć własnym trybem, są opracowane przez sztab ludzi, który stanowią socjotechnicy, styliści, fryzjerzy, fotograficy, specjaliści od mowy ciała. To jest machina manipulacyjna, która niestety ma szalenie wielki wpływ na przeciętnego odbiorcę i ich praca skupiona jest na osiągnięciu zamierzonego celu marketingowego. Pięknie wystylizowana kobieta reklamuje dietę cud lub super kosmetyki. Jeśli jest dla nas anonimowa, nie ma takiej siły wpływu i przekazu, jak ulubiona aktorka, piosenkarka czy celebrytka. Czy nam się to zjawisko podoba czy nie, musimy mieć świadomość, że po prostu ono jest wszechobecne w każdej dziedzinie życia. Co nam pozostało w takich okolicznościach, to tylko troska o nasze latorośle, żeby je chronić przed wiarą w tą ułudę, tłumacząc spokojne, sięgając po przykłady, które w logiczny sposób opiszą to nowe zjawisko. Ten reportaż był wstępem do kolejnego, jaki wpływ ma internet i jego nośniki bezpośrednio na pracę Fundacji, jej rozwój oraz pozyskiwanie darczyńców. Tak, jak już sygnalizowałam, obecnie zachodzą dość znamienne zmiany w postrzeganiu obowiązków, jakie każda fundacja powinna wypełniać, zmieniają się trendy pomocowe, a jaki to ma wpływ bezpośrednio na organizację, opowiem w kolejnych publikacjach.