W tej aktywności nie ma żadnych norm, reguł, pewników, każde spotkanie edukacyjne jest inne i przebiega według jedynego, niepowtarzalnego scenariusza. To, że obowiązują pewne zasady przebiegu wykładu oraz przekazujemy wskazówki dotyczące produktów, które mogą się przydać Fundacji w opiece nad kotami, nie oznacza wcale, że organizatorzy zbiórki zaangażują się we wspólny projekt solidnie. Słów tych nie dedykuję placówkom, które od lat pozostają z Kocią Mamą w przyjaźni, ich solidność corocznie coraz bardziej cementuje nie tylko aktywność edukacyjną, ale są również mocnym atutem pomocowym w akcjach, w które angażuje się Fundacja.
Patrząc perspektywicznie, analizując ostatnie cztery lata pracy, poznaliśmy kilka przedszkoli i szkół, które bardzo energicznie zaczęły nam pomagać. Wystarczy odrobina dobrej woli, świadomość mocy sprawczej Kociej Mamy w trzech najważniejszych dla niej dziedzinach: adopcje, operacje, interwencje i efekt jest taki, że pomagający czują się dumni, że stają się częścią naszego zespołu.
Jadąc po raz pierwszy na kocie prelekcje, nie mamy wiedzy, jak potraktują naszą wizytę organizatorzy. Są społeczności bardzo nieliczne, najczęściej to niewielkie, prywatne placówki, a potrafią tak poprowadzić zbiórkę, że ilość zebranych produktów zaskakuje i zadziwia, ale są i takie, które bardziej oczekują na pokaz zjawiskowych kotów, a zbiórkę karmy traktują jako aktywność symboliczną. Od kilku lat obowiązują dwie listy, nie jak do tej pory jedna. Zapisuję wszystkie spotkania, tylko od razu segreguję i odsiewam te, do których ponowie nie zajrzymy. Na czarną listę można trafić za następujące dwa przewinienia: marną lub szczątkową zbiórkę karmy lub brzydką komunikację z członkami ekipy edukacyjnej.
Do żłobków zaglądamy rzadko. Generalnie grupy te są nieliczne, z reguły ilość maluszków pozwala stworzyć tylko jedną. Jeśli mam wybór, jechać na koniec miasta tylko po to, żeby roczniaki popatrzyły na puchatego kota, rezygnuję ze spotkania. Zbyt wiele zamieszania logistycznego i aktywności nieadekwatnej do potencjalnych profitów. Na taką decyzję ma wpływ rozsądek i racjonalne traktowanie wolontariatu. Zawsze muszę kalkulować w ten sposób, żeby uzyskać środki pomocowe, minimalizując nakłady, takie są normy, określające poprawną społeczną aktywność.
Kiedy skontaktowała się ze mną Natalia, postąpiłam wbrew zasadom i zgodziłam się przyjść na spotkanie do żłobka, zawsze w każdej regule musi pojawić się przecież także wyjątek.
E-maluch to sieć prywatnych żłobków i przedszkoli, położonych w różnych częściach miasta, a charakterystyczne dla tych placówek jest to, że grupy są bardzo małe i na kilkoro dzieci przypadają dwie lub trzy opiekunki, w ten sposób każda „ciocia” ma pod opieką od trzech do czterech maluszków, sytuacja komfortowa zarówno dla dzieciaczków, jak i pracujących rodziców.
Moja decyzja wynikała także z faktu, że dwa ośrodki, które zaprosiły Kocią Mamę, mieszczą się w pobliżu siedziby. Minimalna odległość między obu punktami przedszkolnymi pozwoliła zaplanować wizyty bezpośrednio jedną po drugiej.
Scenariusz każdego spotkania jest inny, to także reguła. Nigdy nie wiem, czy wyjdę rozczarowana czy mile zaskoczona. Ta prelekcja była kompletnie inna od poprzednich, a to z powodu połączenia grupy żłobkowej z maluszkami. O ile z trzylatkiem można nawiązać dialog i przy pomocy narzędzi dydaktycznych przekazać minimalne wiadomości o tematyce kociej, tak z maluszkiem, nie mającym roku, nie można wykonać żadnej konkretnej pracy, a jedyną atrakcją jest możliwość przytulenia mruczącego futrzaka. W grupie mieszanej pogadankę prowadziłam osobiście. Do pracy wybrałam tego dnia Lalusia, z uwagi na jego łagodny, lekko powolny charakter. Ytek mimo, iż także szalenie miły, jest niestety ogromnie szybki i dynamiczny, obawiałam się reakcji dzieci najmniejszych na jego przemieszczanie z prędkością małej, żywej torpedy. O ile Laluś poznaje teren z ogonem nastroszonym, jak u pawia, spokojnie eksplorując nową przestrzeń, o tyle Ytek natychmiast wprowadza chaos oraz zamęt poprzez bieganie i skakanie po wszystkich sprzętach. Generalnie, prowadząc zajęcia, zawsze mam oczy dookoła głowy, bo mam świadomość, jak nieobliczalnie potrafi się zachować Ytek, kiedy jest pobudzony.
To, że Laluś skradł serca wszystkich, to nikogo nie dziwi. Miły, posłuszny, grzecznie pracujący, zachęcający dzieci do aktywności.
Ta edukacja przejdzie także do historii Kociej Mamy jako pierwsza, w której zdecydowałam się uczestniczyć po odejściu Iwana. Wdzięczna jestem całemu zespołowi, że przejął inicjatywę i tak się zorganizował, żebym ja mogła opanować swoje emocje. Dostałam tyle czasu, ile wymagała sytuacja. Nie było zniecierpliwienia, nacisku, ponaglania mnie, żebym wróciła do pracy. Czas nie leczy, ale pozwala znaleźć dystans. Kolejny kontener, tym razem różowy, został zaniesiony do magazynu. Nigdy już nie pojedzie w nim żaden kot na edukację. Powtórzyła się historia z koszykiem Leona. Iwan i Leon pomagały mi w zajęciach nie rok, nie dwa, a dziesięć. Szkoły i przedszkola, które odwiedzałam, doskonale pamiętają zasadę, że każdy mój edukator ma swój osobisty kontener do transportu, więc kiedy odchodzi długoletni pracownik, chcąc uniknąć bolesnych pytań, zanoszę sprzęt do magazynu. Moje koty nie są częścią zestawu edukacyjnego, są partnerami, których szanuję za ich zgodę na udział w projekcie. Ich rola zawsze jest najważniejsza, ponieważ każdy z nich jest bohaterem wielu niesamowitych historii, które dokonały się, zanim stały się naszymi przyjaciółmi. Dotyczy to także kotów innych członków zespołu, Kasi, Grzegorza, Natalii czy Ani.
Dumna jestem, że skupiłam wokół siebie tak mądre, delikatne i czułe osoby, które taktownie zastąpiły mnie w pracy, dając mi czas, aż ochłonę i nabiorę odrobinę dystansu do wydarzeń, które w ostatnich miesiącach dookoła mnie się działy.
Społeczność e-malucha wpisujemy na tę fajną listę placówek, które z radością odwiedzimy ponownie. Dziękuję za przemiłe spotkanie, za zbiórkę, którą organizatorka akcji osobiście dostarczyła do siedziby, nie zwlekając, aż odbędzie się spotkanie. Miłe były jej słowa: U nas tylko by się kurzyły zebrane dary, pani je spożytkuje, a my spokojnie poczekamy aż odwiedzą nas kociaki.










