Temat edukacji wraca jak bumerang, jednakże za każdym razem poruszany jest inny, dość ważny aspekt, o którym nikt z organizatorów nie ma dostatecznej wiedzy, a już tym bardziej nie uwzględnia go podczas wyboru terminu wizyty. Rzecz dotyczy kociej dyspozycji.
Spotkania z Kocią Mamą wiążą się od zawsze z kotami. One towarzyszą nam podczas programów w telewizji, z nimi składamy wizyty na różnych ważnych imprezach, na które zapraszana jest Fundacja i one także są podstawą każdego wykładu w szkołach, przedszkolach, ośrodkach kultury.
Mam świadomość, że pod tym względem jesteśmy wyjątkowi, a dzieje się to dlatego, że mimo iż lata w wolontariacie płyną, my nadal jesteśmy mocno związani ze zwierzętami i niedopuszczalna jest sytuacja, że głowa Fundacji, czyli szefowa, nie ma w domu żadnego kota, tak jak to ma miejsce w niektórych organizacjach, działających na rzecz zwierząt. Hipokryzja to bardzo modna, wygodna okoliczność, która pomaga wielu fikcyjnym tworom prozwierzęcym. Nie może być rzecznikiem zwierząt ktoś, kto całą swoją na ich temat wiedzę buduje na podstawie lektury tekstów, publikowanych na forach, w podręcznikach lub pismach branżowych. Teoria nijak ma się do praktyki, ponieważ to ta ostatnia tworzy właściwą bazę danych, opartą na faktach, a nie fantazjach teoretyków. Od zawsze, każde prawo fizyczne, chemiczne i nawet mechaniczne, zostało uznane jako pewnik po wielokrotnych, powtarzalnych w tych samych schematach doświadczeniach. Wtedy przyjęte zostało przez grono naukowców i ujęte zostało w podręcznikach, stanowiąc kanon. Teorie wyssane z palca na podstawie wyłącznie hipotez mają zastosowanie w filmach science fiction oraz fantasy. Pomagają budować napięcie, scenerię oraz odpowiedni do narracji utworu klimat, nijak jednak mając się do realnego życia i potrzeb zwierząt.
Odwiedzając różne instytucje, skupiamy się na kilku aspektach, które określają wspólny projekt. Jeśli, powiedzmy, młoda para, stając na ślubnym kobiercu, zamiast kwiatów zażyczy sobie podarunek dla kota, my oczywiście jesteśmy obecne podczas uroczystości, oczywiście w towarzystwie kotów. Tak samo dokładnie dzieje się podczas wykładów z edukacji, prelekcji, spotkań. Niezmiennie zawsze to kot jest tą istotą, która podnosi jakość każdej wizyty. Wiedza prelegenta, jego erudycja, błyskotliwość, umiejętność nawiązywania z relacji z słuchaczami, zawsze przegrywa z jednym, małym nawet kotem. Chcemy czy nie, to zawsze on jest największą atrakcją, najbardziej wyczekiwanym gościem, najpiękniejszą niespodzianką.
Okoliczności związane z każdym projektem można ustalić na sztywno. Dotyczy to rodzaju produktów, które mają zasilić zbiórkę, ilości klas z którymi możemy się danego dnia spotkać, bezkolizyjnie można nawet ustalić dokładną datę wizyty. Jednego nie jesteśmy w stanie wcześniej ustalić, a mianowicie dyspozycji kotów.
W Kociej Mamie w ostatnim roku cała edukacja opiera się o współpracę kotów Izy, Ani oraz Natalii.
Oprócz szefowej, obie wolontariuszki mogą być aktywne tylko w dniach, które mają wolne od pracy. Rzadko, ale zdarza się okoliczność, że akurat w ustalonym dniu wykładu koty mają lekką niedyspozycyjność i wtedy upada cały misternie przygotowany plan. Bez kota nie ma sensu prowadzić edukacji. Ponieważ ostatnio zdarzyła się taka sytuacja, że z uwagi na kłopoty jelitowe musiałam przełożyć zajęcia, pragnę uczulić zapraszające Fundację instytucje, żeby taki scenariusz też był brany pod uwagę. Może się zdarzyć, że wizyta wpisana w grafik nie odbędzie się w zaplanowanym terminie. Są placówki, które spotkanie z Kocią Mamą zapisują na bardzo odległe terminy. Nie mam na myśli tych, które od zgłoszenia, ustalenia terminu i ogłoszenia zbiórki, na wizytę czekają trzy- cztery tygodnie. Są też takie, które wybierają termin z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, więc to po stronie organizatorów należy kontakt z Kocią Mamą, czy przez ten długi okres nie zdarzyło się nic wyjątkowego, co może mieć wpływ na pierwotne ustalenia. Nie można zakładać oczywiście, że wszystkie założenia wpisane w roczny grafik zostaną wypełnione bez żadnych roszad. Koty i ich opiekunowie mają prawo do niedyspozycji, jeśli pojawi się ona szybciej, do moich obowiązków należy przekazanie wiadomości. Jednak może sytuacja zdarzyć się w dniu spotkania i wtedy mam świadomość, że pierwsze po usłyszeniu informacji pojawia się rozczarowanie. Zawsze staram się działać sprawczo i naprawczo, ale bywają zdarzenia, których nie można wykluczyć ani wybrać opcji zastępczej. Działając w wolontariacie, pracujemy w trybie dla siebie właściwym i wygodnym, a nie na etacie. Sugeruję, szczególnie tym instytucjom, które umawiają się z bardzo dużym wyprzedzeniem. Skoro już takie decyzje narzucane są odgórnie lub wynikają z ilości atrakcji przygotowywanych dla dzieci, szczególnie je należy odpowiednio przygotować, że kiedy już nadejdzie czas wizyty, z różnych przyczyn może być ona przełożona. Generalnie zawsze udawało mi się jakoś kolizję wykluczyć, ale bywają takie chwile, że nawet w dużej liczebnie organizacji w danym dniu, w określonym terminie nie znajdę nikogo, kto weźmie za mnie i mojego kota zastępstwo.
Osoby zapraszające nas na wykłady nie zdają sobie sprawy, jakiego mają farta, że projekt edukacyjny jest moim nie tylko ulubionym, ale na dodatek mieszkam z kotami, które doskonale odnajdują się w tej pracy. Koty generalnie nie lubią nowych miejsc, przestrzeni, gwaru, zamieszania, hałasu i krzyku. Moje oraz wolontariuszki Natalii są wyjątkowe, bo z racji swej rasy mają predyspozycje, które czynią je wybitnymi edukatorami. Kiedy odwołałam spotkanie, nie było mi z tą decyzją fajnie. Dorosłe osoby źle przyjmują takie informacje, a myślę, ze jeszcze bardziej rozczarowane są małe dzieci. Myślę, wręcz jestem już przekonana, do podjęcia kolejnej, ważnej zmiany w kwestii edukacji. Od tego zdarzenia, nie będę umawiać spotkań z większym wyprzedzeniem niż maksymalnie cztery tygodnie. Jest to dla mnie bezpieczny margines czasu, taki, który mnie przede wszystkim zapewnia komfort aktywności w projekcie. Dodatkowe emocje nie są wskazane dla nikogo, a już tym bardziej dla dzieci, dla których projekt został opracowany i z taką systematycznością realizowany.
