adekwatnie do okoliczności

Temat dotyczący edukacji wiąże się bezpośrednio z kilkoma dość istotnymi zagadnieniami.

Wielokrotnie podejmowałam te najistotniejsze, które mają wpływ na ogólną jakość przeprowadzanych akcji. Kwestią oczywistą jest, że Fundacja nie pobiera zapłaty za kocie wykłady. Zbiórka produktów zasila domy tymczasowe, mając wpływ na jakość ich pracy lub wspiera kocie enklawy prowadzone przez wolontariuszy lub osoby związane z Fundacją. Wielokrotnie grzmiałam, zawstydzając te placówki, które do zbiórki produktów podchodziły z dziwną beztroską lub nonszalancją. Piętnowałam opieszałość informacyjną, brak komunikacji z rodzicami, bądź wręcz traktowanie Kociej Mamy jako objazdowego, bezpłatnego kociego figloraju. Wskazywałam wyróżniające się szkoły i przedszkola. Tłumaczyłam, jakie przełożenie ma solidna współpraca placówki z Fundacją i jakie są tego projektu pożyteczne efekty.

Dotykałam różnych aspektów towarzyszących edukacji, ale jakoś dziwnie zawsze pomijałam sam temat kocich wykładów. Dlaczego się tak działo – już wyjaśniam. Wszystkie okoliczności w naszym życiu dzieją się w jakimś celu. Nie ma sytuacji niepotrzebnych, zbytecznych, bez znaczenia. Bywa, że potrzeba więcej czasu, żeby dostrzec i zrozumieć zjawiska, w których bierzemy udział, wyciągnąć właściwe wnioski oraz zmienić obowiązujące dotychczas schematy.

Kiedy opracowywałam z Anią tematy poruszane na kocich zajęciach, inne były realia życia społeczeństwa. Nie było tak powszechnego dostępu do Internetu, medycyna weterynaryjna była kompletnie na innym poziomie, co oczywiście przekładało się na poziom wiedzy i prozwierzęcej świadomości.

Nauki o higienie, profilaktyce, leczeniu i kastracji kotów kształtowały świadomość nie tylko dzieci. Z zapartym tchem wykładów słuchały opiekunki oraz personel szkoły lub przedszkola. Lata mijały, a my pracowałyśmy w zasadzie o ten sam szkielet zagadnieniowy, czyli prowadziłyśmy zajęcia, posiłkując się kocią magiczną torebką, która skrywała przedmioty, o których opowiadałyśmy dzieciom. Oczywiście zawsze jakość była na wysokim poziomie, adekwatnie do wieku słuchaczy. Mam świadomość, że sprawdzony szablon chętnie się powiela, ale wizyta w przedszkolu Dorki wyrwała mnie z uśpienia.

Są takie sytuacje, kiedy nagle doznajemy olśnienia, że to, co dotąd działało doskonale, nie jest już taką atrakcją, jakby się nam wydawało. Koty towarzyszące wykładom są zawsze gwiazdami – one już samą obecnością robią najlepszą atmosferę. Natomiast my, edukatorzy, musimy poszukać innej, nowej formy wykładu. Analizując spotkania na przestrzeni prawie 20 lat, należy zauważyć, że dzieci i młodzież, mając szybki i łatwy dostęp do Internetu, przyswajają wiedzę szybciej. Gry, memy, rolki oczywiście są w pierwszym rzędzie źródłem rozrywki, ale wiele z nich jest także nośnikiem wiedzy, która przekazywana jest w formie groteski, humoru lub kontrastu. Informacje przyswajane są automatycznie, podświadomie, poza szkołą czy placówką wychowawczą.

Dzieci doskonale już wiedzą, do czego służy łopatka, kuweta czy kontener, więc moim zdaniem nadeszła właśnie pora, żeby wymienić akcesoria, które skrywają kocie torby.

Oczywiście zmiany w formie prowadzenia zajęć dokonamy w trybie ewolucji, nie rewolucji. Najpierw z edukatorami musimy przeprowadzić burzę mózgów i obrać jakiś sensowny, nowy model wykładów. Musimy mieć świadomość, że odwiedzając przedszkola i szkoły, korzyść ze spotkania z wolontariuszami muszą mieć przede wszystkim uczestnicy prelekcji, więc ich rozwój intelektualny wymusza na nas konieczność zmian. To, że jesteśmy jedyną Fundacją, która z kotami przeprowadza zajęcia, nie uprawnia nas do samozadowolenia. Tylko rozwój i nowelizacja formy pracy pozwalają na zachowanie i utrzymanie jej na wysokim poziomie. Standard i jakość były zawsze dla nas najważniejsze. Skoro możemy się rozwijać w innych płaszczyznach, ta dotycząca edukacji z pewnością również zostanie usprawniona tak, że spotka się to z uznaniem uczestników projektu.

Znam swój charakter i mam świadomość, że kiedy w mojej głowie zapali się lampka ostrzegawcza, że konieczne są zmiany, to one się dokonają, a finalnie nowa formuła okaże się lepsza i bardziej adekwatna do obecnych okoliczności.

Poza tym wizyta była – jak to w przedszkolu Dorki – przesympatyczna. Jest to jedna z niewielu placówek, w której zawsze jest święto, kiedy odwiedzają ją koty. O serdecznym traktowaniu Fundacji świadczy nie tylko zasobna zbiórka karmy, ale także sympatia. Dzieci, czekając na wizytę kotów, nie tylko przygotowały przepiękne prace graficzne, ale nawet ozdobiły tekturowe pudła, w których zgromadzone zostały prezenty dla kotów.

Pracowały oczywiście – jak zawsze – moje koty, czyli Laluś i Ytuś. Koci duet edukatorów fajnie mi się teraz trafił, ponieważ oba mogą przebywać wśród dzieci, które mają alergię na sierść. Brak substancji uczulających w ich futrach sprawia, że żadne dziecko nie jest pozbawione możliwości poznania tych kociaków oraz uczestniczenia w ciekawych wykładach.