Historia pewnej interwencji, czyli jak rodzi się plotka internetowa i paskudny hejt

Ta historia zaczęła się od prośby o pomoc w odłowieniu maleńkiego kociątka około 5 tygodni z oznakami ewidentnie kociego kataru. Latem kocie dzieci mają priorytet interwencyjny, szczególne chore, powypadkowe czy niesamodzielne.
W każdej akcji niesamowicie pomocne są zdjęcia, dzięki nim wytrawny kociarz potrafi określić wiek, płeć czy stan obrażenia. Tym razem również zgodnie z panującymi zasadami, prowadząca komunikację z kobietą wolontariuszka, poprosiła o przesłanie takowego. Faktyczne, mały smark z zapleśniałymi ślipuchami wszedł między jakieś deski, fajnie byłoby mu pomóc wrócić do zdrowia.

Czytaj dalej

Szybka akcja ratunkowa

To już nie jest ani zabawne, ani fajne, zawsze, kiedy wyjeżdżam rozsypuje się worek z kocimi trudnymi interwencjami. Pierwsza wyjazdowa sobota upłynęła na ratowaniu przekazanej Fundacji Maine Connki, druga na udzieleniu pomocy znalezionemu w krzakach maleńkiemu kociątku. System informacyjno-komunikacyjny działa bezawaryjnie, w wyniku dostępnych internetowych narzędzi, z każdego prawie miejsca na ziemi można nadzorować akcję ratunkową.

Czytaj dalej

Niesłychana historia

Jak zwykle, tradycyjnie od prawie 20 lat, kiedy wybywam na wakacje, przygotowuję do nowego stanu kiedyś kocią grupę, obecnie Fundację. Wszystko musi działać sprawnie, tej zasady nikt i nic nie jest w stanie zmienić. Mogę zostawić rozpoczęte zadania zawodowe i domowe, ale Kocia Mama nie może funkcjonować w trybie „na oślep” albo „jak się uda”. Każde zadanie musi być realizowane sprawnie, takie podejście do wolontariatu jest gwarancją spokojnej, harmonijnej pracy.

Czytaj dalej

Po znajomości

To była szybka akcja, na skróty, wróciła echem do mnie aktywność sprzed lat. Jakoś pod koniec dnia, kiedy, jak zwykle, tradycyjnie biegałam po obejściu wydając wyprawki dla kotów i wolontariuszy, odbierając sprzęt i prowadząc jednocześnie rozmowy interwencyjne, długo ktoś dobijał się do ucha, jakby miał najważniejszą sprawę na świecie. I w sumie miał, bowiem u siebie na budowie znalazł kociątko kompletnie ślepe, niesamodzielne, które ewidentnie porzuciła kocia matka.

Czytaj dalej

Gdzieś na Wiskitnie

To nie było typowe zgłoszenie interwencji, ani też prośba o pomoc, poradę czy wskazówkę.
To była ukryta groźba ocierająca się o szantaż:
– Szukam humanitarnego rozwiązania… by się ich pozbyć, syczą, brudzą… – w tle słychać było płacz dziecka.
– Poproszę teścia, dowiezie, gdzie wskażecie, ale tylko je zabierzcie… Nikt nie będzie żadnej matki odławiał na zabieg, chcecie to sobie tu podjedźcie, tu pełno kotów lata, to są peryferie miasta, a ja mam inne zajęcia ważniejsze…

Czytaj dalej

Bingo – maleńki koci dzieciak

Tradycyjnie o tej porze, choć w tym roku z pewnym opóźnieniem spowodowanym anomaliami pogody, niestety nadal cykl rozrodczy kotek jest nią bezpośrednio stymulowany, odbieram nieustannie zgłoszenia meldujące o niesamodzielnych pojedynczych kociakach, miotach bez matek albo wręcz co jest sytuacją idealną o kociej rodzinie. Matka karmiąca nie jest żadnym kłopotem, a może w niektórych przypadkach być wręcz deską ratunku.

Czytaj dalej

Pora na tradycyjny apel szefowej

Ten apel powtarzam od ponad 20 lat, corocznie, konsekwentnie, z uporem maniaka, z determinacją typową dla mnie, że jak się przypnę, to za nic nie odpuszczę.
Kiedyś, kiedy nie byłyśmy tak silne, kiedy kotów środowiskowych strzegła Grupa Kocich Opiekunek, kiedy kastracja nie była tak powszechna, a terminy „świadoma adopcja” i „umowa adopcyjna” budziły zdziwienie, obawę i automatycznie padało tysiące pytań, już wtedy grzmiałam: “Nie zabierajcie ślepych miotów Kotkom Matkom, pozwólcie im je wychować, a my pomożemy z adopcją!”.

Czytaj dalej

Z szacunku dla cioci

Na to ostateczne pożegnanie nigdy nie ma dobrej pory. Zawsze śmierć bliskiej osoby jest dla rodziny wielkim ciosem i sprawia wiele bólu. Kiedy odchodzi osoba mająca jakąś bliską rodzinę, zwierzęta przeważnie są zaopiekowane, dla nich zmienia się tylko właściciel i rejestrują, że ktoś inny stawia im miseczki, wyprowadza na spacer lub sprząta kuwety. Były przypadki, że kiedy umierał pierwotny opiekun, zwierzę nie potrafiło pogodzić się z nagłym jego zniknięciem i samo także zwyczajnie gasło z depresji i tęsknoty.

Czytaj dalej

To miała być dobra adopcja

Czasem tak bywa, że nie mamy najmniejszego wpływu na decyzję i zachowanie ludzi kontaktujących się z Fundacją w kwestii kotów. Wydarzenie typowe, klasyczne, choć finalnie z maleńkim happy endem, to nie do końca jestem szczęśliwa z zakończenia tej z pozoru łatwej i prostej interwencji. Może gdyby Pani mająca na sercu troskę o los znalezionych kotów bardziej mnie słuchała, może gdyby bardziej zaufała mojemu doświadczeniu…

Czytaj dalej

Ratujemy Rudego

Łódź, okolice starej dzielnicy, kamienica, przeważnie mieszkają ludzie zwani slangiem miejskim: “nisza społeczna”, inni natomiast określają mniej ładnie, ale za to trafnie i dosadnie: “patologia”.
Pewnego razu w takim domu pojawił się rudy kot. Niby nie robili Mu krzywdy, ale przeważnie była pusta miska, więc żywił się u sąsiadów. Nie mamy informacji czy był odrobaczony i zaszczepiony, ale kastrowany nie był z pewnością, choć była już na ten zabieg pora. Rudy wychodził, zwiedzał okolice, aż pewnego dnia, w te siarczyste mrozy, dokarmiający Go ludzie znaleźli Go prawie zamarzniętego pod jednym z parkującym na podwórku aut.

Czytaj dalej