filantropia

Pojęcie „filantropia” pojawiło się po raz pierwszy w starożytności, kiedy to Zeus ostrzegał Prometeusza, że tragiczne skutki mogą wyniknąć z jego nadmiernej troski i opieki nad ludźmi. Jak potoczyły się dalsze losy Prometeusza, wiemy z mitologii, a samo określenie na trwałe weszło do słownika, opisując nowy termin. Filantropia od zawsze łączyła się z wiedzą, wykształceniem, pozycją społeczną oraz zamożnością. Zajmowały się nią osoby o określonym statusie, które swoją wiedzę, kontakty oraz możliwości wykorzystywały, by zmieniać położenie warstw lub grup społecznych, których życie nie rozpieszczało.

Lekarze opiekowali się chorymi, prawnicy nieodpłatnie udzielali porad, a urzędnicy przygotowywali pisma i dokumenty. Ich pomoc była podyktowana dobrą wolą, chęcią wsparcia słabszych, bardziej nieporadnych. Zapłatą była jedynie satysfakcja i radość z tego, że posiadane wykształcenie oraz kompetencje pomogły skutecznie zmienić beznadziejne położenie lub przyjść z pomocą w chwili, gdy ktoś tracił grunt pod nogami, a jego życie nagle legło w gruzach.

Definicja filantropii na przestrzeni stuleci przeszła metamorfozę i obecnie identyfikujemy ją raczej jako aktywność związaną ze wspieraniem organizacji działających w trybie non profit.

W tej przestrzeni mieszczą się instytucje, które w swoich statutach mają zapisy dotyczące filantropii, pomocy, eliminowania barier społecznych, ochrony przyrody, dobrostanu zwierząt oraz wiele innych, których działalność opiera się na wolontariacie.

Ewolucja pojęcia „filantropia” sprawiła, że kontakt z organizacjami podejmują dziś nie tylko osoby prywatne, ale również firmy działające w różnych obszarach gospodarki.

Przystępując do opracowania zbiorczego bilansu za ubiegły rok działalności Fundacji, jestem zobowiązana poinformować naszych Sympatyków i Przyjaciół, dlaczego niektóre pozycje, dotychczas uwzględniane, od tego roku zostaną pominięte.

Fundacja nigdy jako pierwsza nie zrywa komunikacji – to nasza podstawowa zasada. Szanując i doceniając chęć pomocy, zawsze staramy się przemilczać drobne kolizje personalne wynikające z braku przejrzystego porozumienia lub jednoznacznie zdefiniowanej formy współpracy. Wychodząc z założenia, że każde wsparcie jest na wagę złota, dążymy do tego, aby przestrzeń wspólnego działania była konstruktywna i oparta na życzliwej atmosferze. Jednak na taki efekt muszą pracować obie strony.

Wolontariusz wykonuje swoje zadania w czasie wolnym od pracy zawodowej, realizując na rzecz organizacji działania, które wpływają na jej wizerunek, promocję oraz kondycję. Reprezentując Fundację, zobowiązany jest do solidarności zespołowej i powstrzymywania się od manifestowania własnych poglądów politycznych, religijnych czy społecznych. Ma oczywiście pełne prawo do niezależności w tych obszarach – jednak wyłącznie jako osoba prywatna, a nie reprezentant Fundacji.

Takie są zasady, normy i reguły. Jak bywa w praktyce u niektórych naszych partnerów? Różnie. Zdarza się, że osoby reprezentujące firmy zachowują się protekcjonalnie, butnie i wielkopańsko, traktując swoje miejsce pracy jak prywatny folwark. Taka forma komunikacji ma bezpośrednio negatywny wpływ na współpracę z Kocią Mamą. Często zapomina się przy tym, że wysyłając wolontariusza z określoną misją, mam pełne rozeznanie nie tylko co do jego kompetencji logistycznych, ale także cech charakteru oraz sposobu reagowania w sytuacjach nagłych, zaskakujących czy nieprzyjemnych.

W ubiegłym roku zakończyła się współpraca z dwiema instytucjami. Od jednej z nich otrzymywałyśmy wsparcie wyłącznie rzeczowe – sprzęt, który dla darczyńcy stanowił problem, ponieważ jego utylizacja wiązała się z poniesieniem istotnych kosztów. Kocia Mama odbierała te przedmioty, wielokrotnie dziękując za wsparcie i promując firmę jako wzór postawy społecznej. Współpraca przebiegała dobrze do momentu, gdy wolontariusze zaczęli być traktowani jak osoby mające stawiać się na każde żądanie, nawet kilkukrotnie w ciągu jednego dnia.

Powtarzalność takich sytuacji doprowadziła do jednej, oczywistej decyzji – zakończenia współpracy. Bez awantur i burz, zgodnie z naszym zwyczajem, po prostu wygasiłyśmy kontakt. Fundacja słynie z doskonałej logistyki, dlatego rażąca niechlujność w komunikacji musiała finalnie skutkować zaprzestaniem współpracy.

Druga współpraca również zakończyła się niepowodzeniem, lecz z zupełnie innego powodu – finansowego.

Formy wspierania organizacji poprzez portale społecznościowe są różne, a prowizja za obsługę jest zjawiskiem naturalnym. Nikt nie jest naiwny – nawet działając społecznie, mamy świadomość, że sprawnie funkcjonująca organizacja wymaga zaplecza administracyjnego, prawnego i księgowego, co wiąże się z kosztami.

Jednak uczestnicząc w projekcie, w którym wysokość pozyskanych środków jest proporcjonalna do przekazanych fantów, nie mamy realnego wglądu w ich dalszy los: jaki procent został wykorzystany, jaki odrzucony, a jaki faktycznie zasilił konto Fundacji. Zbyt wiele niewiadomych sprawiło, że współpraca stopniowo wygasała. Przerzucenie kosztów kuriera na darczyńcę – osobę, która chce przekazać fanty – było dla nas zaskoczeniem i wprowadziło element absurdu. Darczyńca nie tylko wspiera wybraną przez siebie organizację, ale dodatkowo musi zapłacić za swoją dobroczynność. Takich rozwiązań nie możemy ani akceptować, ani promować, dlatego z tej formy wsparcia się wycofujemy.

Rozumiem, że aktualizacje regulaminów często wymuszane są kryzysem, jednak w przypadku sprawnie działającej organizacji non profit takie zmiany są nie do przyjęcia. Doceniając wieloletnią współpracę, odczuwam smutek, że Fundacja traktowana jest w sposób instrumentalny. Warto na chwilę się zatrzymać, przemyśleć decyzje i zastanowić się, czy działania podejmowane pod wpływem emocji nie krzywdzą przy okazji innych, niewinnych stron.

Opisane sytuacje nie mają istotnego wpływu na globalną działalność Kociej Mamy, jednak pozostawiają niesmak i żal, że podniosłe słowa i deklaracje składane na początku współpracy tak szybko rozmywają się pod wpływem wygórowanego ego lub wizji dodatkowego zysku. Przykłady te pokazują, jak skomplikowane bywa autentyczne działanie społeczne i jak trudno niektórym dochować zasad, które sami wcześniej zaakceptowali. Na szczęście Kocia Mama od lat szanuje zawarte umowy, a osobiste sytuacje, nagłe okoliczności czy trudne zdarzenia nigdy nie rzutują na całokształt działalności Fundacji.