kocia mama a fora

Od pewnego czasu piszę teksty, których zadanie jest jasno określone, przekaz jasny, oczywisty i nad wyraz czytelny, pokazanie stylu, trybu oraz okoliczności, składających się na określoną decyzję.

Pracujemy zespołowo, ale nie we wszystkich dziedzinach, są jak zawsze w życiu potwierdzające zasadę wyjątki. Do nich oczywiście należy podejmowanie decyzji strategicznych, kontrowersyjnych oraz tych typowych. Ponieważ te ostatnie osadzone są mocno w tradycji zrozumiałej dla wszystkich, u nikogo nie budzą dylematów, z tej przyczyny je pominę, przejdę do tych, które w oczach ludzi z branży kwalifikują się jako precedensy, które niezrozumiale budują atmosferę sensacji na skalę kraju.

Zacznę od tego, że intencją for internetowych była pomoc i wsparcie dla osób działających na rzecz zwierząt. W początkach popularności i dostępności szerszego ogółu społeczeństwa, powstawały fora branżowe, czyli takie, na których pomoc, wskazówkę czy też wsparcie mogła liczyć zgłaszająca swój problem osoba. Kociarze, na przykład, szukali podpowiedzi, jak socjalizować odłowione kociaki, gdzie zdobyć niezbędny lek albo pomoc w transporcie z miejsca a do b, gdzie czekał na delikwenta stały dom. Tak było na początku, w pierwszych latach, a z czasem uczestnicy forów ukryli swoje tożsamości pod tajemniczym nickiem. To było działanie pozornie, tylko mające ukryć prawdziwe nazwisko, ponieważ w kociej przestrzeni wszyscy generalnie się znają i trudno utrzymać w tajemnicy jakiekolwiek wiadomości. Z biegiem czasu, fora z pomocowych stały się miejscem kłótni, awantur, hejtu, forsowania pomysłów własnych, nawet kompletnie odrealnionych, nijak mających swoje zastosowanie w rzeczywistości. Takim przykładem jest pewne forum zrzeszające kociarzy, którego pierwotnym założeniem była konsolidacja społeczeństwa, a finalnie adminowi sytuacja wymknęła się spod kontroli i grupa wiodąca na nim prym poróżniła ich i skłóciła. Jaki jest jego los obecnie, nie posiadam wiedzy, ponieważ kilka lat temu, poziom publikacji jaki tam miałam okazję przeczytać zwyczajnie mnie przeraził swoją bezwzględnością, brakiem szacunku podczas komunikacji bezpośredniej i sięganiem po argumenty, mające znamiona mowy nienawiści i hejtu.

Od kilku lat najsilniejszym profilem społecznościowym jest Facebook. Jest to faktycznie niesamowita przestrzeń, stwarzająca wyjątkowe możliwości pracy, a użytkownik otrzymuje narzędzia, które podnoszą zdecydowanie jakość, ułatwiając ją maksymalnie. Grupy, fanpejdże, profile osobiste, branżowe, sklepy przeróżne, platformy informacyjne, randkowe, każda dosłownie dziedzina życia ma tam swoje odzwierciedlenie.

Od kilku lat pojawiła się na Facebooku grupa, działająca lokalnie na terenie miasta. Założenie było szczytne, publikować posty o znalezionych, ale i zaginionych zwierzakach. Taki był zamysł, cel, świetna inicjatywa. Teraz, po kilku latach, forma niestety nie jest pomocowa, a raczej wręcz przeciwnie, posty przybrały ton mentorski, ale w stylu dyskryminacyjnym. Nagonki na osoby indywidualne i organizacje są zjawiskiem naturalnym. Przeciętni ludzie, z obawy o atak, boją się publikować posty o nieszczęściu, jakie im się przytrafiło. Nie zawsze opiekunowie są personalnie odpowiedzialni za zdarzenie losowe, w którym uczestniczyło jego zwierzę, a bojąc się fali ostrych, czasem nawet wulgarnych ataków, rezygnują z tej formy poszukiwania ukochanego zwierzaka. To jest jedna grupa osób, które zamiast korzystania z potencjału grupy, łatwiejszego dotarcia do zwierzolubów, decydują się na zamieszczenie postu na grupach, które powstały w określonych dzielnicach, są mniej liczne, przez co oczywiście w mniejszym stopniu anonimowe, więc naturalnie agresja, dedykowana personalnie, nie jest tak wszechobecna i popularna. Im większa anonimowość, tym większe pole do popisu dla osób zaburzonych emocjonalnie.

W tym miejscu należy się wyjaśnienie, dlaczego wywołane do tablicy organizacje nie zamieszczają sprostowań czy informacji, jak sytuacja przebiegała faktycznie. To, że ktoś publikuje wpis, nie oznacza wcale, że nie mija się z prawdą. Pisze pod wpływem złości, w zasadzie w odwecie na reguły i zasady, normujące pracę poszczególnych formacji społecznych. Odkłada na bok logikę, racjonalne argumenty, tupiąc jak małe dziecko nóżkami, pragnie wymóc rozwiązanie, które wpisuje się w jego prywatny schemat pomocowy, mający zastosowanie w danej chwili. On chce aktywności w tym momencie, w czasie, kiedy jego sytuacja tego wymaga. Tu, natychmiast, w tej chwili – takie są emocje, które nim powodują. A rzeczywistość jest kompletnie inna. Nie ma żadnej, oprócz Animal Patrolu, jednostki na terenie miasta, której zadaniem jest pomoc w trybie natychmiastowym przez 24 godziny na dobę. Jedyną instytucją, która obligatoryjnie ma obowiązek przyjąć zwierzę z interwencji, jest miejskie schronisko. Żadna prywatna organizacja nie ma obowiązku działać pod dyktando osób, które o pracy społecznej i przypisanych jej obowiązkach nie mają żadnego pojęcia ani doświadczenia.

Reasumując: To nie odmowa budzi hejt i sprawia, że osoby sięgają po mowę nienawiści. To rzeczowa ocena ich roszczeń, rady, które nie wpisują się w ich oczekiwania oraz wskazówki, do których nie mają ochoty się zastosować, a najczęściej to argumenty, które obalają ich wydumane teorie na podjęcie interwencji pomocowej. Publikując oczerniające wpisy, hejterzy muszą mieć świadomość, że w internecie nic nie ginie, zapisane są nawet posty, które zostały usunięte. Taka zdobycz i utrapienie, które otrzymaliśmy od magików komputerowych.