konsekwencje dnia kota

Często rodzi się pytanie, jak to się dzieje, że Fundacja otrzymuje karmę, która oczywiście w zasadniczy sposób wspiera codzienną pracę. Poruszałam już temat dużych sponsorów, korporacji, małych firm rodzinnych i tych, które dopiero nieśmiało wchodzą na rynek. Każda, dosłownie każda reklama pozycjonuje ich pozytywnie w kociej przestrzeni — jako darczyńcę, ale i partnera do biznesu.

O formach, zależnościach i roszadach kontraktowych można by napisać wiele reportaży, a każdy z nich — dotykając innej tematyki — byłby oczywiście szalenie intrygujący i ciekawy. Jednak z ostrożności komunikacyjnej pewne kwestie nie muszą być ujawniane. Nie zaliczają się one do kategorii aferalnych, a wiążą się raczej ze zwykłą, proceduralną nudą. Pomoc wielkich firm łączy się niestety z aktywnością magazynowo-administracyjną oraz stertą nikomu niepotrzebnych dokumentów, które przekazane do właściwych działów porządkują kwestie dotyczące każdej darowizny. Tak funkcjonują niestety molochy zatrudniające setki osób i nikt — nawet kierowany najlepszą intencją — nie zmieni tych okoliczności, ponieważ to właśnie one porządkują sytuacje i zapobiegają wszelkim malwersacjom. Jest to rzecz oczywista: procedura skomplikowana, ale tym samym wykluczająca nieprawidłowości.

Dni związane z celebrowaniem kociego święta przekuwają się oczywiście w rozliczne prezenty. Zbiórki i wszelkie akcje pomocowe podejmowane są z reguły spontanicznie, jednak finalnie rezultaty trzeba przekazać jakiejś placówce. Ścieżki są generalnie trzy.

Pierwsza — najczęściej wybierana — polega na tym, że całość darów trafia do schroniska i tym samym pomaga kotom, które do niego trafiły. Intencja serca, odruch przez wszystkich zrozumiały, a prywatne komentarze nie modelują decyzji organizatora i pomysłodawcy akcji.

Druga — to wsparcie organizacji polecanej przez środowisko. Często tak bywa, że w kręgu kociarzy krążą niesamowite mity, opowieści, relacje i historie, które w rzeczywistości nigdy się nie wydarzyły. Fantazja ludzka w połączeniu z wybujałą wyobraźnią buduje obrazy, które nigdy nie miały prawa zaistnieć, ponieważ są nie tylko odrealnione, ale często fizycznie trudne do wykonania. Sympatia — lub jej ewidentny brak — mają ogromną moc sprawczą, szczególnie w kształtowaniu opinii i PR-u.

Trzeci wybór jest najbardziej świadomy, ponieważ wybierając organizację, z którą mamy kontakt, mamy świadomość przesłanki ofiarowanych darów. Ponadto zasilenie społeczności, o której mamy wiedzę nie tylko w zakresie pracy, ale także sprawności interwencyjnej oraz rezultatów adopcyjnych, dodatkowo motywuje pozytywnie dokonany wybór.

Jest jeszcze jedna, dość delikatna kwestia, silnie związana z aktywnością zbiórkową. Akcja przeprowadzana jest świadomie — czyli od początku każdy uczestnik ma wiedzę, którą organizację zasilą zebrane produkty — albo zbiórka organizowana jest pod zbiorowym hasłem: „Działamy na rzecz kotów”. W tym drugim przypadku nieświadomość dotycząca organizacji, która zostanie wsparta, budzi niepokój, a czasem także spekulacje. Nie każdy godzi się na udział w akcji anonimowej. Wiele osób, doświadczonych wcześniej negatywnymi kontaktami, nie ma ochoty pomagać nieudolnej interwencyjnie grupie. Organizatorzy często sami podejmują decyzję, co uczynią z zebranymi produktami.

Przyjmując rezultaty zbiórek, zawsze staram się przekazać danej społeczności prezenty od Fundacji, sygnowane jej logo. Jest to celowe i świadome działanie — nie tylko forma podziękowania za udział w akcji. Kiedy zbiórka jest niewielka, a darów tyle, co kot napłakał, z reguły prezentem są cukierki. Słodki sygnał, że dary zostały właściwie przekazane.

Jestem także świadkiem innej sytuacji. Młodzież lub dzieciaczki z przedszkola tak angażują się w akcję, że po Dniu Kota do siedziby trafia karma w ogromnych ilościach. Wtedy rodzi się myśl: skoro takim zaangażowaniem wykazują się w anonimowej akcji, jakie przełożenie na wynik miałaby nasza wizyta z kotami? W jaki sposób kocie wykłady przełożyłyby się na efekty zbiórek w przyszłości?

Dotąd nikt nie proponuje żadnej rekompensaty. Ze swej strony przekazuję wyłącznie substytuty tego, czym Fundacja faktycznie dysponuje. Oferta jest szeroka i nie ogranicza się tylko do wykładów. Są także warsztaty i konkursy.

Od wielu lat staram się zmienić schemat pomocowy powielany z okazji Dnia Kota. Proponuję, aby przy okazji przekazania darów podejmować współpracę — szczególnie tam, gdzie możemy mieć wpływ na empatię, kształtowanie świadomości młodego człowieka oraz promocję wolontariatu.

Dziękując za przekazane prezenty, pozostaję w nadziei, że rzucone ziarno przekuje się w owocne — także w kontekście współpracy — plony.