Najpiękniejszy fundacyjny sezon w pełni, czyli wszystkie domy tymczasowe pracują pełną parą. Wynika to z faktu, że kotki wyprowadzają kocięta, które udało się urodzić mimo trwającej akcji sterylizacji i kastracji kotów środowiskowych.
Te, przekazane przez Animal Patrol oddział Straży Miejskiej w wyniku rutynowych interwencji, wykarmione butelką, wolniutko szykujemy do przekazania stałym domom. Natomiast te, odłowione przy okazji zabierania matek na zabieg, oswojone, socjalizowane i rozmruczane, są pokazywane na stronie Fundacji po ówczesnej wizycie w klinice. Ścieżek pomocowych jest kilka. Pierwsza, najpopularniejsza, to opieka nad kociakami odłączonymi od matek. Wyrzucane tuż po porodzie albo w czasie, kiedy nie są samodzielne, zgłaszane zostają odpowiednim służbom, a te mają do wyboru dwa sposoby zamknięcia interwencji: przekazać do Fundacji lub przewieźć do schroniska, gdzie poddane zostaną eutanazji.
Oczywiście preferowane jest pierwsze rozwiązanie i tym sposobem wolontariuszki mają zarwane noce z powodu kociego macierzyństwa, a ja dodatkowe wydatki na zakup podkładów oraz mleka.
Jednak ochrona życia jest dla nas wartością najważniejszą, dlatego wolontariuszki w nocy nie śpią, a ja pilnuję, żeby w magazynie nie zabrakło kociego mleka początkowego. Chroniąc życie, pokornie przyjmujemy związane z ratowaniem utrudnienia, ciesząc się w duchu, że coraz mniej na tym świecie trafia się ludzi pozbawionych empatii, wyobraźni i serca.
Karmienie osesków to zawsze ogromne wyzwanie – to praca 24 godziny na dobę, to strach, emocje, do 6. tygodnia lęki, obawy, niepokoje. Kto nie karmił, nie zna tych uczuć.
Maluszki odłowione z matkami to sytuacja dla nas komfortowa. Nasza rola sprowadza się do przygotowania ich w fundacyjnej kulturze do adopcji, a te zasady i reguły postępowania mamy dobrze opracowane. Ostatnią grupą są kociaki przekazane przez opiekunów lub osoby, które nagle, w wyniku zbiegu okoliczności, zmuszone zostały przez sytuację do bycia kocimi ochraniarzami. Nie potrafią się odnaleźć w tej roli, nie chcą podjąć się opieki do czasu adopcji, nie uważają pomocy Fundacji za dostateczną, oczekują przejęcia kotów i są w swoich oczekiwaniach zdeterminowani oraz bezwzględni, wychodząc z założenia, że organizacja, skoro istnieje, ma za nich wykonać zadanie. Mam świadomość, że nie każdy ma predyspozycje i umiejętności do szukania dla kociaka fajnego domu, ale bezduszna jest postawa wyłącznie roszczeniowa, z mocnym akcentem na fakt, że to my tworzymy Fundację, i z tego tytułu automatycznie obliguje nas do przyjmowania wszystkich zgłaszanych kotów.
Osób, które same przygotowują kocięta do adopcji, korzystając tylko ze wsparcia w szukaniu domu, można policzyć na palcach jednej dłoni. Mało kto kwapi się do podjęcia wyzwania, wymyślając tysiące niedorzecznych powodów, a alergia oraz brak możliwości przetrzymania są argumentami, po które sięga się najczęściej. Znam oczywiście ludzi, którzy faktycznie bardzo źle reagują na kontakt z futrzakami, ale nie jest to sytuacja powszechna.
Komunikację z osobami agresywnymi, napastliwymi, używającymi szantażu czy też sięgającymi po formy zastraszenia, mam opracowaną do perfekcji i doskonale sobie z nimi radzę, forsując właściwy i korzystny dla Fundacji schemat pomocowy. Najgorsi są jednak ci, którzy udając kulturalnych, spolegliwych, zatroskanych losem kota, mataczą, kłamią, przemilczają faktyczny stan zdrowia kota.
Oni, przekazując kota do Fundacji, są ogromnym zagrożeniem dla właściwej pracy domów tymczasowych, ponieważ wprowadzony w przestrzeń chory lub niedoleczony kociak automatycznie zagraża innym podopiecznym. Nasze koty dorosłe są systematycznie szczepione, co stanowi doskonałą ochronę przed kocim katarem, ale maluszki często są zbyt małe na wykonanie pierwszego szczepienia i tym samym ich odporność jest zerowa. Wprowadzenie nie do końca zdrowego osobnika to nie tylko przysłowiowa bomba zegarowa powodująca epidemię, ale dodatkowe zajęcie dla prowadzącej kocią ochronkę, ponieważ do jej obowiązków dochodzą jeszcze wizyty w klinice oraz podawanie leków. Od wielu lat proszę opiekunów o uczciwość i precyzyjność w przekazywaniu informacji o stanie zdrowia kota, a mimo to nadal moja wiara w dobre intencje karmicieli jest nadużywana, co sprawia, że jestem bardziej ostrożna, wyczulona i mam zaburzone zaufanie do opowieści, które są mi przedstawiane.
Dziwne jest zachowanie kociarzy kłamczuchów, ponieważ sami sobie wyrządzają krzywdę, zamykając sobie możliwość pomocy w przyszłości. Każdy, kto raz okłamał Fundację, trafia na czarną listę jako osoba niewiarygodna.
Mając na sercu dobro kotów, zdarza się, że daję kłamczuchom drugą szansę. Puszczam w niepamięć brzydkie zachowanie, ponieważ mam nadzieję, że w niektórych przypadkach ostra wstrząsowa reprymenda przyniesie pozytywny skutek i delikwent zrozumie, że jego niefrasobliwe zachowanie mogło mieć bardzo przykre skutki dla innych naszych podopiecznych przebywających w domach tymczasowych.
Rzadko zdarza się, by osoba świadoma wprowadzania w błąd Fundację przyznała się do winy. Z reguły wypiera wszystkie obciążające ją okoliczności, przytaczając mnóstwo argumentów, które mają ją wytłumaczyć. To są najtrudniejsze obowiązki fundacyjne, które zabierają energię, powodują niepotrzebne nerwy, wywołują zniecierpliwienie, frustrację i rozgoryczenie.
Sezony na małe kociaki powtarzają się regularnie od wielu lat. Trwają w zależności od liczby przychodzących na świat. Pocieszające jest to, że każdego roku liczba ich jest jednak mniejsza. Sterylizacje, kastracje oraz świadomy wieloletni program adopcyjny przynoszą wreszcie pozytywne rezultaty. W wyniku odpowiedzialnej pracy Fundacji zmienia się jakość nie tylko życia kotów środowiskowych, ale także tych przekazywanych do adopcji.
