przedpołudnie z olą

Będąc obecną w przestrzeni kociej od wielu, wielu lat, zaobserwowałam pewną powtarzającą się prawidłowość. Organizacje dzielą się generalnie na dwie grupy, te które kochają media i te, które zaistniały w nich incydentalnie i wszelka kontynuacja aktywności umarła śmiercią naturalną.

Media lubią skandale, pikantne historie, wydarzenia dramatyczne, czyli wszystkie te sytuacje i okoliczności, które swoimi tytułami skupiają żądnych sensacyjnych atrakcji czytelników lub widzów. Takie reguły obowiązują w odniesieniu do gwiazd kina, teatru, ludzi sztuki, piosenkarzy, polityków, piłkarzy, czy celebrytów. Afery błyskawicznie wzniecają płomienne ogniska, które jeszcze szybciej gasną, a dziennikarze udają się w pogoń za kolejną sensacją.

Inaczej rzecz się ma w odniesieniu do organizacji, szczególnie prozwierzęcych, pracujących w różnych branżach. Wszelkie skandale, burze, afery nie przekuwają się na wsparcie i reklamę, lecz są sygnałem do podjęcia decyzji o inspekcji, kontroli, czy też środowiskowym wywiadzie.

Fundacja Kocia Mama od początku swej pracy ma bardzo mocne i trwałe więzi oraz relacje z mediami, które sobie sama wyselekcjonowała do współpracy. W naszym przypadku, każda aktywność przedstawia się kompletnie inaczej, nie według tradycyjnego, skostniałego schematu, a w zgodzie z tym, co u nas ma priorytet w pracy. Punktem numer jeden pod każdym względem są koty. Dla nich powstała Fundacja, z uwagi na ich dobrostan dołączyli poszczególni wolontariusze, w intencji ich lepszego życia pełnimy sumiennie codzienny wolontariat. W naszym przypadku tak zgrabnie się składa, że zapisy w statucie mają odbicie w realizowanych zadaniach.

Organizacje kocie w naszym regionie można podzielić na dwie grupy, te które są ulubieńcami mediów oraz te, które próbowały się wpisać w kalendarz wywiadów, ale nie mając spektakularnych rezultatów interwencyjnych, z przyczyn oczywistych nie są w żadnej mierze atrakcyjne.

Kocią Mamę kochają nie tylko dziennikarze radiowi i telewizyjni. Atrakcyjne, mądre, wykształcone wolontariuszki są świetnymi partnerkami w każdej rozmowie. Podczas wywiadu nie zaskoczy ich żadna dygresja, zmieniająca przewodni temat. Oczytane, bystre, nie tracą pewności ani rezonu nawet przed mikrofonem czy kamerą. Mając świadomość obowiązków, jakie realizują w trakcie swojego wolontariatu, swobodnie mogą odpowiadać na każde, nawet z pozoru podchwytliwe, pytanie.

O artystach mówi się, że są kapryśni, drażliwi, snobistyczni. Jako Kocia Mama muszę lekko zaburzyć tę opinię, a może moje zdanie delikatnie ociepli ich wizerunek, ponieważ ja na swojej drodze spotkałam tylko tych, którzy są niezwykle mili, skromni i pomocni.

Kiedyś, lata temu, prowadziliśmy wspólnie projekt z autorką kocich wierszy, kocim fotografem oraz pisarką kocich bajeczek, wydając cegiełki charytatywne pod patronatem Kociej Mamy. Nie było żadnych zgrzytów na każdym etapie współpracy: uzgodnienia projektu, przy wybieraniu okładek czy przygotowywaniu tekstów intencyjnych konkretnej publikacji.

Tradycją jest także obecność delegacji fundacyjnej podczas spotkań autorskich, organizowanych przez artystów, będących z nami blisko.

Tym razem, mimo siarczystego mrozu i okropnego, przejmującego wiatru, dzielnie ruszyłyśmy na spotkanie z Olą. Spotkanie było jednym z wielu w ramach promocji jej książki „Moc pisania”, a my, po tylu latach znajomości, poznałyśmy skrzętnie ukrywaną pasję, jaką jest pisanie.

To, że znałyśmy się od wielu lat i poruszałyśmy w trakcie rozmów przed kamerą tysiące tematów i wątków, nie oznacza wcale, że wszystkie kwestie zostały poruszone. Każdy z nas ma marzenia i dopóki ich nie zrealizuje, dopóki nie staną się one materialnie namacalne, z różnych powodów nie opowiadamy o nich, nawet nie sugerujemy, że pracujemy nad czymś, co było najskrytszym pragnieniem, towarzyszącym przez lata, które zostawiliśmy już za sobą. Tak bywa, że czasem zachowujemy się nieracjonalnie i jest to silniejsze od nas. Mamy wrażenie, że jak ubierzemy naszą fantazję w słowa, to ona zniknie, zadziała czynnik X albo pech i misternie opracowany plan legnie w gruzach i nic się nie dokona. Mam świadomość, że jest to infantylne, odrobinę dziecinne pojmowanie zjawisk, na które nie do końca mamy wpływ, nie mówiąc o nadzorze. W każdym artyście drzemią marzenia, niektóre skrywane nawet do końca życia. Cieszę się, że mam przyjemność otaczać się ludźmi z pasją. Oni są nadzieją w szarej, burej rzeczywistości. Między drogą z pracy do domu, zahaczając o sklep, odbierając dzieci ze świetlicy, buty od szewca, zapomniane przesyłki z poczty, ich myśli krążą, budując w myślach zamieszczone potem w książce historie.

Po spotkaniu z Olą zrozumiałam, czemu zawdzięczamy sukces naszych wspólnych, wieloletnich programów. Tylko pasjonatka, marzycielka, osoba odrobinę bujająca w obłokach nawiąże fajną relację z drugą, podobną w natężeniu emocjonalnym istotą. Pragmatyzm, pracowitość, sumienność oczywiście tylko pomagają w realizacji tego, co inni skalują jako niedorzeczne fanaberie.

Na przykładzie tej historii można pokusić się o refleksję, że ścieżki, którymi chodzimy, życie niektórym wybrańcom tak układa, żeby każdy dzień był ciekawy i zapisał się w pamięci miłym akcentem, a kamienie i wyboje tylko nadają odrobiny dreszczyku, emocji, a nawet pozytywnych bodźców.