Fundacja uczestniczyła ponownie w kolejnej edycji Pupilowych Targów, organizowanych w jednej z często odwiedzanych Galerii Handlowych, zwanej potocznie M1.
Bardzo jesteśmy wdzięczne za ponowne zaproszenie nas ze stoiskiem charytatywnym, które, z uwagi na charakter wydarzenia, cieszy się ogromnym powodzeniem i jest chętnie odwiedzane przez gości, biorących udział w imprezie. Projekt jest nowy, pomysł także, ale już po drugiej edycji można ocenić, że wydarzenie będzie się rozwijało i rozrastało. Ewidentnie osoby tworzące ten projekt wpisały się rewelacyjnie w potrzeby nie tylko wytwórców oraz wystawców, ale także miłośników przeróżnych zwierzaków. Słowo „targi” doskonale opisuje charakter imprezy. Stoiska są rozmaite, można odwiedzić weterynarzy, producentów karm, a także akcesoriów dla przeróżnych gatunków istot, które zamieszkują nasze domowe przestrzenie. Inicjatywa została przyjęta z uznaniem przez mieszkańców Łodzi, a organizacja na terenie centrum pozwala na odwiedzanie stoisk nawet podczas niesprzyjającej aury. Jakie korzyści wyniosła Kocia Mama z udziału? Po pierwsze, fajny utarg, po drugie, kwalifikacja na listę uczestników, zapraszanych do udziału, po trzecie, konsolidacja biorących udział w wydarzeniu wolontariuszy, a po czwarte, wyjątkowa moc sprawcza Iwonki w logistycznym przygotowaniu naszego udziału.
O ile kiedyś wszystkie tego rodzaju okoliczności były nadzorowane przeze mnie osobiście, co rzecz jasna dokładało mi obowiązków, o tyle od pewnego czasu, menadżerka wdrożyła schemat, który eliminuje mój nawet minimalny udział. Wolontariuszki nauczyły się dopytywać u źródła, którym w przypadku nadzorowania wszelkich aktywności miejskich jest Iwonka, o wszelkie kwestie niewiadome, wątpliwe czy niejasne. Wyeliminowany został również mój udział w przygotowaniu gadżetów sprzedażowych, ponieważ nie uczestnicząc w wydarzeniu, nie mam żadnej wiedzy o tym, które wyroby cieszą się największym popytem wśród klientów. Rzeczywistość jest coraz bardziej przykra dla ludzi działających w przeróżnych organizacjach non profit. Kocia Mama na szczęście skupia wśród wolontariuszy osoby o przeróżnych predyspozycjach, handlowych również, co doskonale sprawdza się w trakcie tego rodzaju imprez. Oferta sprzedażowa, nawet różnorodna i bardzo wypracowana przez fundacyjne rękodzielniczki, to tylko drobny aspekt, wpływający na końcowy wynik. Gwarancją powodzenia jest postawa oraz zachowanie obsługujących kiermasz, ich relacyjność, umiejętność nawiązywania sympatycznej komunikacji, forma, w jakiej opisują najważniejsze aktywności oraz codzienne interwencje. W sumie, to wolontariusze są najlepszą reklamą organizacji i to na podstawie ich zachowania kształtowana jest o nas opinia. Arogancja, wyniosłość, konfliktowość, nie wróżą dobrej konstruktywnej współpracy, a niespójne odpowiedzi na najprostsze pytania, dotyczące wolontariatu czy aktywności na różnych płaszczyznach, budzą tylko niepotrzebne wątpliwości. Darczyńca, sponsor czy okazjonalny klient lubią czyste, klarowne i czytelne odpowiedzi. To, że organizacje mają złą opinię, wynika najczęściej z zachowania ich liderów, którzy nieustannie przekazują informacje o niepowodzeniach czy kłopotach, a nie mogą pochwalić się sukcesem adopcyjnym kalekiego kota czy sprawnie przeprowadzoną interwencją. W przypadku organizacji non profit powinna być utrzymana równowaga, a dobre czyny nie powinny niknąć w morzu niepowodzenia.
Cieszę się, że rekrutują do Kociej Mamy wolontariusze świadomi, zdecydowani, z jasno określoną wizją własnej aktywności. Odpowiedzialni, sumienni, sprawdzeni w sytuacjach kryzysowych. Są oni siłą sprawczą, która pozwala planować i podejmować ważne strategicznie i marketingowo decyzje, które bezpośrednio kształtują opinię o Fundacji. Reasumując, wpisujemy udział w Pupilowych Targach jako niezwykle udany i czekamy na jesienne wydarzenie, dziękując organizatorom za wyróżnienie Kociej Mamy zaszczytnym zaproszeniem.
