Z pozycji szefowej. Cz. 3, Obiecuję, że będę was szkalować

Tej historii nie byłby w stanie wymyślić najbardziej szalony pisarz, a jednak mnie się ona faktycznie przydarzyła. Wszystko zaczęło się jakoś w połowie czerwca, kiedy poznałam telefonicznie panią szukającą pomocy z zabezpieczeniem stada bytującego na zakupionej przez nią działce. Tradycyjnie dzwoniła od jednej fundacji do drugiej, ale jak zwykle każdy panią odsyłał z kwitkiem, wszyscy proponowali, wręcz zalecali, zabieg kastracji, ale z przygarnięciem małych nikt się nie kwapił.

Czytaj dalej

Z pozycji szefowej. Cz. 2, Granice empatii

Wakacje płyną, ludzie się przemieszczają, koty także, więc zdarzają się wypadki. Kolejny kwiatek o tym, jak instrumentalnie zachowują się ludzie zwracający się do Fundacji.
Miejsce zdarzenia: mała miejscowość, gdzieś na granicy województw mazowieckiego i łódzkiego.
Przypadek typowy, gdzieś na poboczu znaleźli potrąconą kotkę, zabezpieczyli, poszli do weterynarza, a że sami mają koty, wiedzą, jak postępować w takiej sytuacji. Ocena nie była fajna, złamanie kości udowej, kotka otrzymała stosowne leki i opiekunowie zaczęli pisać prośby o pomoc, rzecz jasna, w opłaceniu zabiegu. I zachowanie typowe dla mnie. Poprosiłam o zdjęcia i ustaliłam z Kliniką datę przyjęcia, a zadaniem znalazców było tylko dostarczenie kota.

Czytaj dalej

Z pozycji szefowej. Cz. 1, Kiedy marnuje się szansa na pomoc kolejnym

Wiele osób obserwuje pracę Fundacji, ale niewielu wyciąga poprawne wnioski i konkluzje, dlatego chcąc przybliżyć, jak faktycznie wygląda codzienna komunikacja z ludźmi, zgłaszającymi kocie problemy, opowiem o kilku klasycznych interwencjach. Zakładając Fundację miałam świadomość, że praca, a raczej służba na rzecz kotów, wiąże się z koniecznością kontaktu z przeróżnymi osobami, ale niektóre ich zachowania naprawdę wprawiają w ogromne zdumienie, a niekiedy wręcz w złość i gniew.

Czytaj dalej

Szybka akcja ratunkowa

To już nie jest ani zabawne, ani fajne, zawsze, kiedy wyjeżdżam rozsypuje się worek z kocimi trudnymi interwencjami. Pierwsza wyjazdowa sobota upłynęła na ratowaniu przekazanej Fundacji Maine Connki, druga na udzieleniu pomocy znalezionemu w krzakach maleńkiemu kociątku. System informacyjno-komunikacyjny działa bezawaryjnie, w wyniku dostępnych internetowych narzędzi, z każdego prawie miejsca na ziemi można nadzorować akcję ratunkową.

Czytaj dalej

Niesłychana historia

Jak zwykle, tradycyjnie od prawie 20 lat, kiedy wybywam na wakacje, przygotowuję do nowego stanu kiedyś kocią grupę, obecnie Fundację. Wszystko musi działać sprawnie, tej zasady nikt i nic nie jest w stanie zmienić. Mogę zostawić rozpoczęte zadania zawodowe i domowe, ale Kocia Mama nie może funkcjonować w trybie „na oślep” albo „jak się uda”. Każde zadanie musi być realizowane sprawnie, takie podejście do wolontariatu jest gwarancją spokojnej, harmonijnej pracy.

Czytaj dalej

Ruszył kolejny projekt

Pierwszą wspólnie przeprowadzoną po latach akcję uważam za szalenie pozytywną i mam nadzieję, że pozwoli nam ona na podjęcie cyklicznych działań. Wszyscy mają świadomość, że Fundacja Kocia Mama jest najprężniej działającą w regonie, skupia się na trudnych przypadkach i zabezpieczaniu kocich osesków.

Czytaj dalej

Po znajomości

To była szybka akcja, na skróty, wróciła echem do mnie aktywność sprzed lat. Jakoś pod koniec dnia, kiedy, jak zwykle, tradycyjnie biegałam po obejściu wydając wyprawki dla kotów i wolontariuszy, odbierając sprzęt i prowadząc jednocześnie rozmowy interwencyjne, długo ktoś dobijał się do ucha, jakby miał najważniejszą sprawę na świecie. I w sumie miał, bowiem u siebie na budowie znalazł kociątko kompletnie ślepe, niesamodzielne, które ewidentnie porzuciła kocia matka.

Czytaj dalej

Gdzieś na Wiskitnie

To nie było typowe zgłoszenie interwencji, ani też prośba o pomoc, poradę czy wskazówkę.
To była ukryta groźba ocierająca się o szantaż:
– Szukam humanitarnego rozwiązania… by się ich pozbyć, syczą, brudzą… – w tle słychać było płacz dziecka.
– Poproszę teścia, dowiezie, gdzie wskażecie, ale tylko je zabierzcie… Nikt nie będzie żadnej matki odławiał na zabieg, chcecie to sobie tu podjedźcie, tu pełno kotów lata, to są peryferie miasta, a ja mam inne zajęcia ważniejsze…

Czytaj dalej

Bingo – maleńki koci dzieciak

Tradycyjnie o tej porze, choć w tym roku z pewnym opóźnieniem spowodowanym anomaliami pogody, niestety nadal cykl rozrodczy kotek jest nią bezpośrednio stymulowany, odbieram nieustannie zgłoszenia meldujące o niesamodzielnych pojedynczych kociakach, miotach bez matek albo wręcz co jest sytuacją idealną o kociej rodzinie. Matka karmiąca nie jest żadnym kłopotem, a może w niektórych przypadkach być wręcz deską ratunku.

Czytaj dalej

W nawiązaniu do państwa pytania – czy Fosprenil ratuje koty od FIPa?

Jestem Państwu winna wyjaśnienie, ponieważ w ostatnim czasie coraz to więcej kociaków zapada na FIPa i czytający uważnie reportaże na stornie internetowej Fundacji Kocia Mama, ślą zapytania o skuteczność przywiezionego przeze mnie leku z Ukrainy. Mam świadomość, że każdy opiekun pupila, u którego nagle zostanie zdiagnozowany FIP jest oszołomiony, zrozpaczony, jego cudowne spokojne życie z ukochanym kotem nagle wali się w gruzach. Szukamy ratunku, tak jak ja szukałam kilka lat temu wybierając się w drogę do Lwowa, po lek z działaniem którego wiązałam wtedy ogromne nadzieje.

Czytaj dalej