Niestety klasyka

Wydarzyło się czas jakiś temu, mniej więcej dwa miesiące mijają od tego przykrego wydarzenia. Ktoś znalazł trzy kociaki w plastikowej torbie prawie tuż po porodzie zostawione obok kosza w zamykanym osiedlowym śmietniku.
Nie mam siły komentować, grzmieć ani piętnować. Fakty są takie, że w naszym mieście tak naprawdę mało kogo los kotów środowiskowych autentycznie obchodzi.

Czytaj dalej

Z pozycji szefowej. Cz. 6, Dramatyczny apel bezradnej matki

Pewnego dnia na skrzynkę fundacyjną przyszła dramatyczna, rozpaczliwa prośba matki opiekującej się 14 letnią autystyczną córką, która w skutek zalecenia terapeuty prowadzącego jej dziecko, przyniosła do domu kota, który zdaniem lekarza, pomógłby wyciszyć agresję napadową. Stało się jednak inaczej i kot padł ofiarą nastolatki. Z biegiem lat prześladowanie kota stało się ulubionym zajęciem dziewczyny, do tego stopnia, że zrozpaczona Matka nie mając znikąd pomocy napisała błagalną wiadomość do Fundacji: “Pomóżcie proszę zanim Ona Go zatłucze!”.

Czytaj dalej

Z pozycji szefowej. Cz. 5, Ratujemy Norę

Pewnego dnia, tuż po moim powrocie z wakacji duet Iza-Małgorzata zawitał do siedziby po kocią wyprawkę. Wyjątkowe w tym tandemie jest to, iż w przypadku tych kobiet nigdy tak naprawdę nie została przecięta pępowina, bowiem znają się od urodzenia, jedna jest córką, druga matką.
Łączy ich ta sama pasja, miłość do wszystkiego co mruczy, szczeka, lata czy chrząka.
Fajna i jak dla mnie niesłychana sytuacja, ponieważ nie dość, iż mieszkają pod jednym dachem, to razem pracują zawodowo i działają w Fundacji.

Czytaj dalej

Z pozycji szefowej. Cz. 4, Stosunki sąsiedzkie

Na to jakiego sąsiada mamy w swoim najbliższym otoczeniu, nie mamy kompletnie wpływu. Krążą dowcipy na ten temat i wiele filmów zarówno dla dorosłych jak i dla dzieci, rozpatruje o tym aspekcie naszego życia, traktując temat jako doskonały opis ludzkich charakterów.
Moi sąsiedzi są wspaniali, nie pożyczamy sobie co prawda wzajemnie przysłowiowej szklanki cukru czy mąki, ale razem cudnie monitorujemy populację latających po ulicy i obejściach kotów bezdomnych. A tymczasem w tej samej dzielnicy, tylko kilka ulic dalej o mało nie doszło do dramatu, gdybyśmy zapędów porządkowych w temacie kotów u pewnej pani skutecznie nie powstrzymały.

Czytaj dalej

Z pozycji szefowej. Cz. 2, Granice empatii

Wakacje płyną, ludzie się przemieszczają, koty także, więc zdarzają się wypadki. Kolejny kwiatek o tym, jak instrumentalnie zachowują się ludzie zwracający się do Fundacji.
Miejsce zdarzenia: mała miejscowość, gdzieś na granicy województw mazowieckiego i łódzkiego.
Przypadek typowy, gdzieś na poboczu znaleźli potrąconą kotkę, zabezpieczyli, poszli do weterynarza, a że sami mają koty, wiedzą, jak postępować w takiej sytuacji. Ocena nie była fajna, złamanie kości udowej, kotka otrzymała stosowne leki i opiekunowie zaczęli pisać prośby o pomoc, rzecz jasna, w opłaceniu zabiegu. I zachowanie typowe dla mnie. Poprosiłam o zdjęcia i ustaliłam z Kliniką datę przyjęcia, a zadaniem znalazców było tylko dostarczenie kota.

Czytaj dalej

Z pozycji szefowej. Cz. 1, Kiedy marnuje się szansa na pomoc kolejnym

Wiele osób obserwuje pracę Fundacji, ale niewielu wyciąga poprawne wnioski i konkluzje, dlatego chcąc przybliżyć, jak faktycznie wygląda codzienna komunikacja z ludźmi, zgłaszającymi kocie problemy, opowiem o kilku klasycznych interwencjach. Zakładając Fundację miałam świadomość, że praca, a raczej służba na rzecz kotów, wiąże się z koniecznością kontaktu z przeróżnymi osobami, ale niektóre ich zachowania naprawdę wprawiają w ogromne zdumienie, a niekiedy wręcz w złość i gniew.

Czytaj dalej

Gdzieś na Wiskitnie

To nie było typowe zgłoszenie interwencji, ani też prośba o pomoc, poradę czy wskazówkę.
To była ukryta groźba ocierająca się o szantaż:
– Szukam humanitarnego rozwiązania… by się ich pozbyć, syczą, brudzą… – w tle słychać było płacz dziecka.
– Poproszę teścia, dowiezie, gdzie wskażecie, ale tylko je zabierzcie… Nikt nie będzie żadnej matki odławiał na zabieg, chcecie to sobie tu podjedźcie, tu pełno kotów lata, to są peryferie miasta, a ja mam inne zajęcia ważniejsze…

Czytaj dalej

Pora na tradycyjny apel szefowej

Ten apel powtarzam od ponad 20 lat, corocznie, konsekwentnie, z uporem maniaka, z determinacją typową dla mnie, że jak się przypnę, to za nic nie odpuszczę.
Kiedyś, kiedy nie byłyśmy tak silne, kiedy kotów środowiskowych strzegła Grupa Kocich Opiekunek, kiedy kastracja nie była tak powszechna, a terminy „świadoma adopcja” i „umowa adopcyjna” budziły zdziwienie, obawę i automatycznie padało tysiące pytań, już wtedy grzmiałam: “Nie zabierajcie ślepych miotów Kotkom Matkom, pozwólcie im je wychować, a my pomożemy z adopcją!”.

Czytaj dalej

Z szacunku dla cioci

Na to ostateczne pożegnanie nigdy nie ma dobrej pory. Zawsze śmierć bliskiej osoby jest dla rodziny wielkim ciosem i sprawia wiele bólu. Kiedy odchodzi osoba mająca jakąś bliską rodzinę, zwierzęta przeważnie są zaopiekowane, dla nich zmienia się tylko właściciel i rejestrują, że ktoś inny stawia im miseczki, wyprowadza na spacer lub sprząta kuwety. Były przypadki, że kiedy umierał pierwotny opiekun, zwierzę nie potrafiło pogodzić się z nagłym jego zniknięciem i samo także zwyczajnie gasło z depresji i tęsknoty.

Czytaj dalej