Gdzieś na Wiskitnie

To nie było typowe zgłoszenie interwencji, ani też prośba o pomoc, poradę czy wskazówkę.
To była ukryta groźba ocierająca się o szantaż:
– Szukam humanitarnego rozwiązania… by się ich pozbyć, syczą, brudzą… – w tle słychać było płacz dziecka.
– Poproszę teścia, dowiezie, gdzie wskażecie, ale tylko je zabierzcie… Nikt nie będzie żadnej matki odławiał na zabieg, chcecie to sobie tu podjedźcie, tu pełno kotów lata, to są peryferie miasta, a ja mam inne zajęcia ważniejsze…

Czytaj dalej

Pora na tradycyjny apel szefowej

Ten apel powtarzam od ponad 20 lat, corocznie, konsekwentnie, z uporem maniaka, z determinacją typową dla mnie, że jak się przypnę, to za nic nie odpuszczę.
Kiedyś, kiedy nie byłyśmy tak silne, kiedy kotów środowiskowych strzegła Grupa Kocich Opiekunek, kiedy kastracja nie była tak powszechna, a terminy „świadoma adopcja” i „umowa adopcyjna” budziły zdziwienie, obawę i automatycznie padało tysiące pytań, już wtedy grzmiałam: “Nie zabierajcie ślepych miotów Kotkom Matkom, pozwólcie im je wychować, a my pomożemy z adopcją!”.

Czytaj dalej

Z szacunku dla cioci

Na to ostateczne pożegnanie nigdy nie ma dobrej pory. Zawsze śmierć bliskiej osoby jest dla rodziny wielkim ciosem i sprawia wiele bólu. Kiedy odchodzi osoba mająca jakąś bliską rodzinę, zwierzęta przeważnie są zaopiekowane, dla nich zmienia się tylko właściciel i rejestrują, że ktoś inny stawia im miseczki, wyprowadza na spacer lub sprząta kuwety. Były przypadki, że kiedy umierał pierwotny opiekun, zwierzę nie potrafiło pogodzić się z nagłym jego zniknięciem i samo także zwyczajnie gasło z depresji i tęsknoty.

Czytaj dalej

Historia pewnej interwencji

Historia do bólu typowa, jedna z wielu i mam świadomość, że nie ostatnia.
Miejscem akcji jest teren w centrum Łodzi, w ramach restrukturyzacji wyburzane są stare budynki a na odzyskanym terenie pojawią się, pewnie z czasem, nowoczesne kompleksy dostosowane do obecnych standardów, obiekty biurowe lub modne zamknięte, strzeżone osiedla.

Czytaj dalej

Wspólne działanie

Za tą akcję odpowiedzialność ponosi Magda. Znamy się od prawie 20 lat, rzecz jasna, dzięki kotom. Któregoś dnia przybyła po zjawiskową trikolorkę i tak się zaczęło nasze wspólne niekiedy działanie. Obie jesteśmy dość mocno skierowane na społeczną pracę, ja z racji Fundacji, Magda natomiast kultywuje stare polskie tradycje i obyczaje będąc założycielką Rodu Dębowego Liścia.
Bywało, że czasem prowadziłyśmy razem rozmaite projekty albo łączyłyśmy na pewnym etapie lub w określonym zakresie.

Czytaj dalej

Spokojnie, równo, skutecznie

Listopad dobiega końca, za moment nadejdą Święta, one też będą inne, stosowne do czasu w jakim przyszło nam żyć. Niepewne jutra, w nieustającej obawie, kto trafi na kwarantannę albo kogo dopadnie covid ,przyszło nam funkcjonować, pracować i jeszcze planować społeczne działanie. Jak dotąd wszystko przebiega raczej sprawnie, przyjmujemy kocięta do karmienia butelką, przeprowadzamy w maseczkach adopcje, podejmujemy interwencje, ale nie każdy ma świadomość, że nie wszystkie organizacje tak sprawnie działają. O tym w jakim stopniu inni są aktywni, nie mam na uwadze tej internetowej, najlepiej wiedzą współpracujący z Kocią Mamą weterynarze.

Czytaj dalej

Ratujemy Gacka

Mam świadomość, że ta historia wygląda jak z opowieści fantasy, ale nie raz już moja intuicja wyprzedziła spadającą na Fundację sytuację. Zaczęło się niewinnie od robienia porządków w siedzibie. Nadchodzi pora kiedy stajemy przed faktem, że aby jeszcze lepiej działać trzeba pewne przestrzenie uporządkować i przemodelować. Wiem, że nie mogą ot tak po prostu zawiesić działalności na kołki, więc wiele projektów toczy się równolegle. I tak, kiedy powstał kącik biurowy zgodnie z wymogami wynikającymi z RODO nadszedł czas na reorganizację oferty sprzedażowej.

Czytaj dalej

Jak się przypnę

Ta interwencja trwała ponad trzy lata. Zaczęła się od ratowania kota z pewnej stodoły na wsi pod Łodzią. Przeprowadzony przy okazji wywiad pozwolił mi ustalić fatyczną sytuację żyjących tam kotów. Mają swoich stałych karmicieli, jednak ich rozmnażaniem nikt się zbytnio nie przejmuje. Kiedy wyleczyłam Farcika i oddałam do adopcji, adoptujący Go wyznali, że są moimi dłużnikami i zawsze kiedy będę w potrzebie mogą liczyć na ich pomoc. Faktycznie, lata minęły od naszego poznania, a ja nigdy się na ich obietnicy nie zawiodłam. Piotr ratował mnie transportowo, Marta natomiast przekazywała fanty na Pchli Targ, a potem sama stanęła do społecznej pracy. “Pani Izo, w miarę naszych skromnych możliwości jesteśmy wdzięczni Fundacji i gotowi na wsparcie w sytuacjach kryzysowych”.

Czytaj dalej

Mieszkańcy łazienki

Pewnego pięknego dnia, a był to poniedziałek, przyjechały do Fundacji śliczne maleńkie dwutygodniowe smarki, którym ktoś przejechał Matkę. Nagle, w wyniku wypadku pięć drobniutkich istotek zmieniło swój społeczny status i z zaopiekowanych stały się sierotami. Na szczęście znalazła się kobieta, która się nad nimi pochyliła, zabrała do domu, karmiła, masowała brzuszki, ale że mieszka z niewidomą osobą, wyobraźnia podsuwała jej makabrycznie wizje. W sumie rozumiem całkowicie, też bym miała obawy.

Czytaj dalej