Radosna chwila czyli adopcja Pirata Bzyka

Mam marzenie, takie małe, a właściwie maleńkie, kompletnie nie związane z kotami, mimo iż jestem szefową jednej z największych, najprężniej działającej Fundacji. Otóż marzy mi się, bym nie musiała, jak kot spadać na cztery łapki i by zawsze wszystko działo się jak w starym szwajcarskim zegarku, żebym nie musiała gasić pożarów ani ratować sytuacji kłopotliwych wynikających z naszego pośpiechu z życia na wariackich papierach.

Czytaj dalej