Nadeszła pora, żeby dokonać maleńkiej kosmetyki w dziale adopcji i dotyczy to generalnie zasad pisania postów adopcyjnych, ale również weryfikacji kandydatów, zgłaszających się, aby przyjąć kota do własnego domu.
Najpierw opowiem o zmianach w pisaniu postów, dotyczy to wszystkich kategorii, zarówno kotów fundacyjnych, jak i tych zamieszczonych w dziale „spoza” oraz „koty pomagają innym”.
Niezmienne pozostają ustalenia dotyczące redakcji samych wpisów, ale dla porządku, przy okazji delikatnej korekty, przypomnę zasady konstruowania raz jeszcze. Żeby informacja była bardziej klarowna, podam w punktach, a Emilkę poproszę o stosowny plakat informacyjny, żeby Ania, zajmująca się fanpejdżem, mogła systematycznie o nowych zasadach przypominać naszym sympatykom.
1-Imię kota
2- Wiek
3- Charakter
4- Zabezpieczenie weterynaryjne, czyli informacja o odrobaczeniu, szczepieniu oraz kastracji w przypadku, kiedy kot skończył szósty miesiąc życia
5-Preferowany dom
6- Miejsce pobytu kota- lokalizacja tylko miasta, bez podawania adresu domowego
7-Kontakt telefoniczny do opiekuna- nie podajemy e-maila
8- Po adopcji kota „spoza” prosimy o informację na adres: kociamama.adopcje@gmail.com lub kociamama@kociamama.pl
Zmiany te są konieczne, ponieważ wiele osób pod postem, kiedy się pojawi, natychmiast pisze zapytanie: Skąd jest futrzak?
Przy tej okazji dodam jeszcze jedną nowelizację, która wprowadzona zostaje i obowiązuje od 1 grudnia: Wszyscy, którzy będą pisali mi SMS o przeróżnych porach dnia i nocy, będą ignorowani.
Adopcja kota to dla Fundacji jest rzecz najważniejsza, ponieważ chcemy, żeby kociaki trafiły do domów, z którymi będzie prawidłowy, sympatyczny kontakt. Ponieważ zawsze jest niezwykle emocjonalna dla opiekujących się nimi wolontariuszek, tylko rozmowa bezpośrednia może być krokiem do decyzji o przekazaniu kota. Zanim ktoś zgłosi się na rozmowę kwalifikacyjną, warto sprawdzić w internecie, gdzie mieści się Fundacja oraz jakie są wymogi adopcyjne, te wiadomości można uzyskać, zapoznając się z kwestionariuszem, zamieszczonym na stronie internetowej pod frazą warunki adopcyjne, http://www.kociamama.pl/kocia-strefa-wiedzy/warunki-adopcji/
Wszyscy, którzy próbują zastraszyć Fundację, podejmują jawne bądź zawoalowane próby szantażu, są natychmiast wpisywani na czarną listę osób, które mają zakaz wydawania im kotów z Kociej Mamy. Koty do chwili adopcji są pod skrzydłami Kociej Mamy i osoby, bezpośrednio zaangażowanej w opiekę. Nie dopuszczam sytuacji, że ktoś zachowuje się podczas rozmowy arogancko, butnie, wyniośle, a my potulnie przystaniemy na dla nas niedopuszczalne warunki. Normą w tych czasach jest, że wszelkie wiadomości pozyskuje się z odpowiednich publikacji, to samo dotyczy naszej organizacji, więc proszę zrozumieć, że w natłoku spraw przeróżnych, nie mam zamiaru o każdej porze dnia opowiadać o dokonaniach Kociej Mamy. Posty adopcyjne są informacją dla potencjalnych chętnych. Kto chce poznać historię naszej pracy, może poczytać o niej na forach. Mam świadomość, że nikt, kto jest z nas zadowolony, nie straci swojego cennego czasu na wpisanie kilku miłych, lakonicznych słów, ale każdy, kto zasłużenie miał wytkniętą nieuczciwość czy kłamliwe, celowe naginanie faktów, żeby uzyskać określony cel, zdemaskowany, będzie tłukł mega obraźliwe elaboraty.
Przypomnę, wydajemy koty od 25 lat. Na przestrzeni tego czasu koty, które wróciły do Fundacji, można policzyć na palcach obu rąk. Nam niesłychanie rzadko trafiają się pomyłki adopcyjne. Szukam dobrych domów dla kociaków, ale najważniejszą kwestią nie jest status społeczny i finansowy przyszłego opiekuna, a jego serce, empatia i to, co ma w głowie. Osobom zmanierowanym polecam przejrzeć oferty pseudohodowców, ogłaszają się systematycznie na różnych portalach, tam koty z błędami genetycznymi lub obciążone w wyniku zbyt bliskiego rozmnażania można odebrać nawet za symboliczną złotówkę. Znam ten problem, ponieważ sama mieszkam aż z czterema kotami, których zrzekli się hodowcy.
Koty Kociej Mamy objęte są rękojmią przez całe życie nawet po adopcji, dlatego idą w świat z imiennymi książeczkami zdrowia na 18 lat. Zapewniając tak rozległy wachlarz usług weterynaryjnych w trakcie oczekiwania na adopcję, dając rękojmię w razie potrzeby także po adopcji, nie mam zamiaru ulegać kaprysom żadnym osobom, tym bardziej tym, które już w drugim zdaniu w czasie rozmowy, wprowadzają niepokój i obawę o dalszy los mruczka.
Przy okazji, jeszcze słowo dla kociarzy, którzy pod każdym postem adopcyjnym, piszą nam niezłomnie wręcz z jakimś dziwnym uporem, przypomnienie – sugestię, na jakie mamy zwracać uwagę niebezpieczeństwa, czyhające po adopcji na wydane koty. Zapewniam, jeszcze do tej pory nie było przypadku, żeby opiekun małego kociaka nie odezwał się w stosownym jego wieku o przysługującą mu ulgę w zabiegu, a ilość zdjęć przysyłanych z nowych domów powinna tych wszystkich malkontentów uspokoić. Nie mam pojęcia, w jakim celu odwiedzają fanpejdż Kociej Mamy ci, którzy mają werwę komentować posty, ale w stylu, który podważa nasze kompetencje oraz klarowność i racjonalność decyzji. Czy oni widzą wyłącznie posty adopcyjne? I czy aby koniecznie, z uporem maniaka, należy wklepać formułkę o wydawaniu kociąt na karmę dla węży lub wywóz do Niemiec? Dodam maleńką, aczkolwiek istotną wiadomość. Pamiętajcie proszę, że te wpisy widzą przede wszystkim osoby, które opiekowały się kotami przez długi czas. One wstawały w nocy, zabierały maluszki do pracy, karmiły co trzy godziny butelką, myły pyszczki i pupki. To im robicie przykrość, to im odbieracie radość i dumę z udanej misji, to im dajecie przekaz: Nie wierzymy w wasze dobre intencje!
Napisać można każdą bzdurę, tylko proszę się zastanowić, jaki cel ma takie bezduszne zachowanie!
Kolejny temat sam się nasuwa, koty kalekie, powypadkowe, te, które mają już domy u osób, które je znalazły, a Fundacja tylko opłaca faktury za leczenie i rehabilitację.
Czy posty odnośnie połamanych, poturbowanych kotów umykają im jakoś dziwnie? Dlaczego tych wpisów nijak nie recenzują? Przecież one są dokumentem, że to nie Fundacja, a prywatna osoba zdobyła się na odwagę ratować, a my tylko płacimy fakturę za działanie weterynarza! Czy podczas lektury i rolowania profilu Kociej Mamy zakładają specjalne okulary z filtrem, takim, który zamazuje posty niewygodne i niewpisujące się wyimaginowane wrażenie?
Dlaczego w takich przypadkach nie zauważam wpisu z cyklu: Kochani, proszę zerknąć, jaką odwagą się wykazały dwie dziewczyny, ratując kociaka na autostradzie, dołóżmy grosik do aukcji, warto pomagać w takiej sytuacji!
Zadam pytanie wprost: Dokąd zmierza hejt i kto jest w stanie określić granicę, gdzie się zaczyna recenzja, a gdzie uporczywe szykanowanie?



