z pozycji szefowej odsłona 18

Zbiorowe tytuły reportaży są pomysłem, który, jak pokazuje życie, był dobrym i mającym fajne zastosowanie w opisywaniu codziennego życia fundacyjnego. Tym razem opowiem o dość częstej sytuacji, występującej szczególnie w okresie letnim. Normalnym zjawiskiem jest podróżowanie, wynika ono z pory oraz faktu, że wakacje szkolne motywują rodziców do zapewnienia pociechom przyjemności oraz atrakcji. Podróże, wycieczki oraz spacery w ciekawe miejsca są fajną formą rozrywki, ale także poszerzenia wiedzy, co przekłada się na świadomość oraz ma wpływ na rozwój intelektualny człowieka.

Bywa, że podczas takich wojaży zwierzolub znajduje się w sytuacji, kiedy niezbędna jest pomoc zwierzęcej organizacji. Nie mam pretensji o wrażliwość i empatię, mam uwagi oraz zastrzeżenia co do jakości komunikacji z Fundacją. To, że w okresie letnim wszystkie organizacje, działające na rzecz zwierząt pękają w szwach, jest zjawiskiem normalnym. Koty rodzą się późną wiosną lub wczesnym latem i nawet jakbyśmy mocno chcieli, nie mamy wpływu na biologię i reguły, jakie panują w przypadku środowiskowych kotów. W tym czasie następuje również inne zjawisko, kompletnie nie związane z przyrodą, a mianowicie okoliczność porzucania zwierząt z powodu wyjazdu lub wymiany, brzydko mówiąc, starych na nowe, młodsze, niekłopotliwe osobniki.

Prowadząc rozmowy adopcyjne, musimy zachować wyjątkową czujność, szczególnie kiedy zgłaszają się chętni po koty niebanalnie umaszczone. Mając za sobą tysiące weryfikujących przyszłych opiekunów sytuacji, bardzo szybko umiemy między słowami wychwycić dla nas cenne informacje. Zanim jednak przyjdzie pora na pokazanie kociaka do adopcji, musi nastąpić zjawisko przyjęcia kociaka lub miotu pod skrzydła Fundacji. I ten proces jest niestety najbardziej trudną i kłopotliwą formą wolontariatu.

Rozmowa toczącą się przed przekazaniem czyli wskazaniem przeze mnie domu tymczasowego lub kliniki, do której się przewiezie zwierzę, zawsze prowadzona jest w tym samym stylu. Wywiad przeprowadzam osobiście, ponieważ to do mnie należy nadzór nad budżetem Fundacji. Wolontariusz ma za zadanie wykonanie powierzonych mu zadań, ja natomiast musze zapewnić należyty komfort pracy. Uproszczenie zasad przyjmowania kociąt, czyli eliminacja osób trzecich, usprawnia komunikację na linii zgłaszający interwencję- Fundacja.

Nie mając amnezji, będąc sprawną umysłowo oraz intelektualnie, doskonale pamiętam początkowe ustalenia. Zanim wydam decyzję o przyjęciu, osoby komunikujące się zawsze jakościują się pozytywnie. Powołują się na wspólnych znajomych, na weterynarzy, którzy współdziałają z Fundacją, na kontakty z ludźmi z branży. Są mili, przyjacielscy, szalenie grzeczni. Obiecują wsparcie, promocję organizacji, zawiązanie zbiórek pomocowych.

A jak jest w rzeczywistości? Im słodsze rozmowy początkowe, tym większe rozczarowanie po przekazaniu. Nie dość, że zapominają o wsparciu, to także o wszelkich obietnicach. Nagle wypierają bez żenady słowa, które wartościując się pozytywnie w rozmowie ze mną, wypowiedzieli. Tylko, że ja mam pamięć jak słoń. Przechowuję nie tylko pozytywne wspomnienia, te, które związane są z okłamaniem Fundacji, nigdy się nie zacierają niestety. Życie płata największe figle, a brzydkie okoliczności, których jesteśmy sprawcami, w najmniej oczekiwanym czasie wprowadzają sprawców w zakłopotanie. Kiedy zgłasza się osoba, od początku działając uczciwie i stawiając jasno kwestię wsparcia, decydując się na przejęcie kota, nie oczekuję w zamian żadnych profitów.

Od lat powtarzam, nie okłamujcie Fundacji. Prawda, nawet przykra i gorzka, jest lepsza niż słodkie zapewnienia o niebywałej pomocy.

Okłamując Kocią Mamę, ludzie sami sobie zamykają sobie do nas drogę. Raz oszukana nie zaufam więcej. Nie uwierzę w skruchę ani żadną formę próby usprawiedliwienia. Działając w obszarze zwierząt, wspieramy się pomocą ludzi okazjonalnie, jest to zasada, która obowiązuje od początku. Oni mają okazję przekonać się, jak faktycznie Fundacja pracuje i jakie są tryby pomocowe. Rzadko zdarza się, żeby osoba powierzająca nam chore, ślepe czy kalekie kociaki zapytała z własnej woli o ich dalszy los. Nawet jeśli śledzą posty, zamieszczane na fanpejdżu przez Anię, milczą, bo boją się naszej reakcji lub riposty. Wstyd nie jest karą wymierzoną przez Kocią Mamę. Wstyd jest uczuciem, które w nich tkwi za każdym razem, kiedy wracają wspomnieniem do łączącego ich z Fundacją zdarzenia. Tego nikt nie jest w stanie wyprzeć, wymazać, zapomnieć. W tym przypadku nie ma doskonałej gumki myszki. Słyszałam zdziwienie w głosie niejednej osoby, która kontaktując się ze mną po wielu, wielu latach była zdumiona, że przypomniałam jej szczegółowo, w którym momencie oraz w jakim zakresie nie dotrzymała ustaleń wspólnej umowy.

Zastanawiam się, ile jeszcze czasu upłynie, zanim ludzie zrozumieją, że kłamstwo i mataczenie nie sprawdza się w przypadku komunikacji z Kocią Mamą. Trwamy na posterunku, pilnując kotów od prawie 30 lat. Ludzie, którzy uzyskali pomoc i wsparcie, w razie konieczności wracają. Jest to odruch świadczący o zaufaniu, o mocy sprawczej i interwencyjnej Fundacji. To jest najlepsza laurka i cenzura, opisująca całość działalności Kociej Mamy.

Reasumując, zalecam komunikację bez mataczenia. Zanim ktoś złoży obietnicę Kociej Mamie, zalecam rozważyć ją rzetelnie, żeby nie odciąć sobie drogi do nas w przyszłości.