Kiedy pada hasło: Dzień Kota, natychmiast każdy zaczyna się zastanawiać, jak by tu umilić życie swoim ukochanym mruczkom. Kupujemy kolorowe miseczki, nowe posłania, torby przenośne i mnóstwo kompletnie niepotrzebnych pupilowi do szczęścia zabawek.
Miłym akcentem tego święta jest fakt, że są takie placówki, które zawsze przy tej okazji pamiętają o Kociej Mamie i nawet nas nie uprzedzając, organizują spontanicznie, ale systematycznie i tradycyjnie, zbiórkę przeróżnych prezentów.
W tym gronie przoduje pewne przedszkole, w którym cała społeczność od lat sumiennie nas wspiera. Zmieniają się kolejne roczniki, dzieciaczki z bezpiecznej przedszkolnej przestrzeni wędrują do wybranych szkół, a zespół pedagogiczny każdego roku z wielką pompą kultywuje mruczące obchody, wpajając przedszkolakom bezwarunkową miłość do tych upartych sierściuchów. Każdego roku, zapisując w kalendarzu istotne dla Fundacji wydarzenia, oprócz KotoManii w pobliżu Dnia Kota wpisuję hasło: Pamiętać o przedszkolu na Morcinka. Jest elitarna grupa wybitnych placówek, na które zawsze możemy liczyć, nie tylko w przypadku fajnej zbiórki, ale zawsze, kiedy potrzebna jest aktywna pomoc.
W przypadku przedszkola, w którym interesów Fundacji pilnuje pani Beata, cieszę się, że współpraca z czasem przeobraziła się w pełną zrozumienia sympatyczną znajomość. Cenią nas nie za kocie odwiedziny, za kalendarze czy prezenty. Szanują za pasję, za oddanie, za brak rutyny i codzienną niewymuszoną troskę. Placówkę odwiedzam z różnymi Wolontariuszkami, a czynię tak z wyrachowania, ponieważ chcę, żeby każda miała przyjemność poznać współpracę niemal idealną. Przyjmując zaproszenie, nie mamy żadnych dodatkowych obowiązków. Ważna jest obecność ludzi Fundacji oraz koty. Nikt nie ma specjalnych oczekiwań co do rasy, koloru futra czy wieku. Ta społeczność nigdy nie kaprysi.
To jest idealna placówka, która faktycznie i autentycznie nas wspiera. Wybaczają wszystkie potknięcia, delikatne spóźnienia, fochy kotów czy ich aspołeczne zachowanie. Rozumieją koty. Wiedzą, że godne pochwały jest prowadzenie zajęć z taką niespotykaną częstotliwością. W tym roku generalnie pracują moje koty. Kasia podjęła pracę w takim wymiarze godzinowym, że jej wsparcie i obecność są wykluczone. Partnerów do działania nie brakuje, ale moja obecność jest niestety obowiązkowa z powodu, oczywiście, kotów.
Żelazna zasada obowiązuje niezmiennie. Nigdy kot sam, bez swojego opiekuna, nie uczestniczy w wykładzie. Przede wszystkim mamy na sercu komfort zwierzaka, reszta działań towarzyszących ma być tylko miłym, uzupełniającym dodatkiem. W tym roku, jak w wielu poprzednich, odwiedziłam nasze fajne przedszkole. Towarzyszyła mi Ania, koordynatorka edukacji, osoba czująca się w przestrzeni z dziećmi, jak ryba w wodzie. Wiedza, nie tylko książkowa, podejście pedagogiczne nabyte w długiej karierze nauczycielskiej sprawia, że zawsze odpowiednia do wieku słuchaczy zostaje przekazana wiedza. Cóż więcej mogę przekazać. Czekała na nas karma, nawet miałam przygotowaną dokumentację fotograficzną, naszym zadaniem była jak zwykle troska o mruczka i zbudowanie fajnej, relacyjnej atmosfery, żeby kolejny rocznik maluchów zarazić miłością do kotów.





