Czarny Tulipan na Walentynki

Czwartkowy poranek. Od tygodnia siedziałam chora w domu, kiedy zadzwoniła Magda:
– Przepraszam, wiem, że jesteś chora…
– Nie przepraszaj – mój głos przypominał coś pomiędzy skrzekiem żaby a odgłosem pracującej piły.
– Przestań, bo mi bębenki pękną!
– To jak mam gadać? Na migi?
– Ty to potrafisz się urządzić – stwierdziła z podziwem. – Specjalnie to robisz czy co?
– Stresy mi wychodzą a i taka pora, tradycyjnie żegnam zimę.
– Dobrze, że umiesz sobie wytłumaczyć.
– A mam inne wyjście? Madzia, ale o zdrowie to ty mnie pytałaś wczoraj więc biorąc pod uwagę upływ czasu, o co się rozchodzi? Kot  jakiś czy nasze interesy?
Czytaj dalej

Refleksyjnie

Czasem się przeleje.
Tak zadziało się i tym razem. Jego śmierć napełniła mnie smutkiem, ale mimo żalu, czuję ogromną radość, że Opatrzność postawiła nas na tej samej drodze. Kiedy Go poznałam, ileś tam lat temu, polubiliśmy się ogromnie od pierwszej chwili. Był to coś w rodzaju porozumienia dusz.

Czytaj dalej

Historia pewnej babki

Kilka tygodni temu, jakoś przed wieczorem, do lecznicy weszła kobieta w wieku na oko lat 70. Na stole postawiła koszyk mówiąc: „Proszę ją uśpić, nie daję rady opiekować się nią i ponad 90 letnią matką. Mam swoje lata, a ona – wskazała kotkę – już się nażyła. Ma prawie 20 lat, jest ślepa, dotąd była wychodzącą, cud, że pod auto nie wpadła, nie byłoby kłopotu.”

Czytaj dalej

Narcyz odszedł z TM

Kiedy koty odchodzą zwyczajowo opiekunowie piszą: przegrał walkę z chorobą.
Jednak są koty, które rodzą się już obciążone i każdy dzień takiego cudaka z nami jest prezentem od losu. Narcyz wygrał niemal 5 lat wspaniałego życia. Najpierw otoczony troską i przeogromną miłością w DT Moniki, kiedy się okazało, że test na białaczkę jest pozytywny zamiast stosowanej przeważnie w takich przypadkach eutanazji, przeprowadził się do domu Maryli. U Niej już mieszkała białaczkowa Lolka i Mysza.
Przez cały czas, od momentu zdiagnozowania białaczki, Narcyz żył pod kloszem uwitym z troski, miłości, opieki. Eliminowany był stres. Fundacja cały czas opiekowała się kotem.
Nie brakowało mu nic: karmy z najwyższej półki, leków, paramedycznych wspomagaczy.
Każdy wspólny dzień był prezentem od losu, dowodem, że jak się wspólnie walczy, można przesunąć decyzje ostateczne.
Chorował od ponad  2 miesięcy. Walczyła o niego Maryla, lecznica Oaza, ja nie szczędziłam środków. Kot pokazał, poprosił, by go więcej nie męczyć. Ania rozumie język kotów, kiedy poprosiła o zgodę na pożegnanie, tym razem nie oponowałam, wiedziałam, że wszelkie dostępne środki już zostały wykorzystane.

Czytaj dalej