Sprzęt do zadań specjalnych

Wychowana w ogromnej swobodzie, ale z tradycyjnymi moralnymi granicami, w akceptacji nawet niezrozumiałych dla otoczenia pomysłów, wchodziłam w życie pełna szalonych pomysłów. Dosłownie i w przenośni byłam dzieckiem szczęścia. Jednak, jak powtarzam od lat, życie lubi płatać figle i przyginać kark, nawet wolnym od buty ludziom. Tak było i ze mną. W wieku 13 lat skończyło się moje beztroskie dzieciństwo z powodu ciężkiej nieuleczalnej choroby matki.

Zbyt szybko weszłam w dorosłe życie, zbyt trudne spadły obowiązki na dziewczynkę, która przypominała Anię z Zielonego Wzgórza.

Czytaj dalej

Bo kot się zepsuł!

Wtorek jakoś przed godziną 19 w czasie mojego dyżuru odebrałam telefon.
– Jakie są zasady przyjęcia kota do Fundacji? – osoba zadająca pytanie sprawiała wrażenie takiej, co to do trzech nie potrafi zliczyć, jakby była nieporadna, zagubiona, przytłoczona sytuacją, która na nią spadła.
– W czym mogę pomóc? Proszę opisać problem.
– Mam kota, brytyjczka niebieskiego, 5 lat i od pewnego czasu go leczę, chcę przekazać Fundacji, bo koszty z tym związane przekraczają moje możliwości finansowe.
Momentalnie stałam się czujna.
– A co mu dolega? W jakiej lecznicy pani kota leczy? Jakie były zrobione badania i analizy?
– Morfologia i USG, kot jest pod opieką Lecznicy Żyrafa, ma kamienie w pęcherzu, konieczna jest operacja. Kwota, którą usłyszałam, przeraziła mnie, mam syna na wychowaniu, jestem samotną matką…
Zanim zalała mnie fala pani problemów, przerwałam dość radykalnie. Rozmawiając analizowałam informacje: czynności dotąd wykonane w związku z chorobą kota, to nie powód do bankructwa…

Czytaj dalej

Udany rekonesans

Oby takich interwencji więcej, oby więcej takich fajnych ludzi.

Pani lat 86, syn kociarz też już nie młodzian i córka wspierająca ich działania mieszkająca w Otwocku. Teofilów. Opuszczone działki pracownicze nieopodal ulicy Judyma. Tradycyjnie okociły się te, które miały być kocurami. Automatycznie zrodził się problem, bo nieopodal mieszka miłośnik i hodowca gołębi. Matki buszują na razie w chaszczach i krzakach, ale lada moment cała gromada zacznie się uczyć polować. Chcąc uniknąć dramatu, kociarze udali się po pomoc do najbliższej lecznicy. Otrzymali namiar na Fundację.

Czytaj dalej

Nie umiem zrozumieć

Powinnam grzmieć, a jednak milczę. Powinnam piętnować, a jednak nie czynię tego. Dlaczego tak postępuję? Nie ze strachu, a z troski o koty.

Nie chcę, by Fundacja kojarzyła się negatywnie jako ta, która rozpętuje afery w internecie. Kto i na ile zawinił w tym konkretnym przypadku, kto zapomniał o przysiędze składanej podczas odbierania lekarskiego dyplomu, kto potraktował środowiskowe koty jako te gorszego sortu stanie się tajemnicą przekazywaną szeptem w kociarskim środowisku. Takie zachowania nigdy nie uchodzą płazem. Każde kłamstwo zawsze się wyda, jest to tylko kwestią czasu.

Czytaj dalej

Ratujemy oczko

Jakoś tuż przed długim majowym weekendem przyjęłam dwie kotki z okolic Grembachu jednej z tych biedniejszych dzielnic Łodzi. Kotka-matka po zabiegu wróciła do pani, która ją znalazła, ale maluszki były dla opiekunki zbyt dużym obciążeniem finansowym.

Wiadomo, małe smarki rosną, więc mają wilczy apetyt. Pakiet startowy oprócz sterylizacji, dorosła kocica dostała przy okazji, ale za odrobaczenie maleństw już trzeba było płacić.

Kocięta, dwie siostry przyjęte zostały do Fundacji i już w pierwszym tygodniu zaczęły się atrakcje.

Czytaj dalej

Laluś jelitowiec

Teren warsztatu samochodowego, punktu skupu złomu i ogrodu nieopodal był systematycznie monitorowany przez wolontariuszkę. Chodziła na przymusowe spacery do momentu, aż nie wydłubała spod  sterty niepotrzebnych gratów wszystkich maluchów.
Czytaj dalej

Doczekała się!

Stacja benzynowa przy trasie do Strykowa. Ruchliwa. Między autami codziennie przemyka kot. Wyjada z miski bez grymaszenia. Pani ma w domu swoje dwie kotki, więc naturalnym jest, że  dokarmia przybłędę.

Któregoś dnia kot zniknął. Nikt tym faktem specjalnie się nie przejął. Ci, którzy go karmili, pomyśleli, że biało–rudy włóczykij poszedł dalej, ale niestety byli w ogromnym błędzie. Dwa dni później odkryto cudowne znalezisko. Kot okazał się kotką, która niezauważona weszła do biura, skryła się w szafie i w niej się okociła! Patrzyła z ufnością na pracowników stacji benzynowej. Narada trwała krótko, do schroniska nikt się nie kwapił rodziny przekazać.

Czytaj dalej

Koty z opony

O tych kociakach usłyszałam od zaprzyjaźnionej dziewczyny. Zachęcał do ich adopcji właściciel pewnego warsztatu samochodowego na Starym Polesiu.
Szybko połączyłam kropki z informacją uzyskaną od wolontariuszki.
– Dorota, leć na złom zobacz czy nie ma tam kotów.
Dziewczyna była zdumiona.
– Skąd wiesz o tych kotach?
– Mam swoich informatorów – uśmiechnęłam się tajemniczo.

Czytaj dalej