Metamorfoza Mopika

Moje koty od zawsze pracowały dla Fundacji, w przenośni i dosłownie. Bez względu czy są zdrowe czy chore. Te grzeczne, łagodne, chętnie współpracujące biorą udział w edukacji, bo kocia obecność zawsze zmienia atmosferę na lepszą, pomaga nawiązać kontakt.

Dzięki tym chorym wspólnie  z weterynarzami zdobywaliśmy nieocenioną wiedzę medyczną  odnośnie działania leku w konkretnym przypadku i jakie są ewentualne skutki uboczne czy te dodatkowe, nieopisane w ulotce.

Tak było w przypadku porażenia rdzenia u Balbiny,  które było następstwem urazu mechanicznego spowodowanego  bestialstwem człowieka ale mieliśmy też przypadek porażenia wywołany urazem neurologicznym u Pitusia.

Czytaj dalej

Wagary wymuszone wolontariatem

W Fundacji nie ma przypadkowych ludzi. Wszyscy pojawili się w dwojaki sposób: zostali skierowani przez weterynarzy, zachęceni przez znajomych, przyjaciół bądź rodzinę albo w zasadniczej większości poprzez kontakt ze mną podczas adopcji, interwencji lub użyczania sprzętu. Wyjątek stanowi Renata, ale to opowieść na inną okazję.

Tak działo się na samym początku. W ostatnich latach nie mogę się zdecydować czy bardziej pomaga czy przeszkadza mi w rekrutacji medialny rozgłos.

Czytaj dalej

Wiosenna edukacja

Piątek. Koniec tygodnia początek weekendu, a my nadal w pracy.  Tym razem jechałyśmy na obrzeża Łodzi, do dzielnicy zwanej Zielonym Romanowem. Przedszkole małe, prywatne, zadbane, dzieci grzeczne, środowisko ogólnie  przyjazne, choć z małym dystansem.

Czytaj dalej

Wędrując po Łodzi

Kilka lat temu marzyła mi się mapa Łodzi, na której zaznaczałabym miejsca, gdzie bytują koty będące pod opieką ludzi związanych z Fundacją. Pomysł oczywiście nie wypalił, bo Kocia Mama nie podjęła się zabezpieczania potrzeb wyprawkowych opiekunów, a zajęła się finansowaniem skomplikowanych operacji  i przysposabianiem adopcyjnym. Poszłam w trudniejszy temat z kilku przyczyn, z których najbardziej dla mnie istotna, to fakt, że lokalnie bytujące koty karmione są przez miejscową społeczność, a wielu karmicieli faktycznie nie jest świadomych aktywności innych .

Czytaj dalej

Od czasu do czasu konieczne są zmiany

O roli edukacji nie muszę nikogo zapewniać.
W społeczeństwie, w którym nadal pokutują skostniałe poglądy, nawyki i naganne zachowanie w sposobie komunikacji z kotami, o braku wiadomości odnośnie prawidłowego żywienia i leczenia, że nie wspomnę, aż prosi się wprowadzenie edukacji do szkół i przedszkoli z tym tylko, że to zadanie powinni realizować ludzie działający w pro zwierzęcych organizacjach.

Czytaj dalej

Kompletnie inaczej

Przykro mi niesłychanie, że nie miałam okazji poznać osobiście nowej społeczności, która z entuzjazmem przyjęła Fundację w swoich progach.

Od początku komunikacja była rewelacyjna, Renata nie zgłaszała najmniejszych zastrzeżeń.
Atmosfery nie zepsuły zmiany pierwotnych ustaleń, a wszystkie poprawki, przyjmowane były z ogromnym wyrozumieniem i aktywnością zmierzającą do konstruktywnego dopięcia szczegółów. Nie trzeba było wyjaśniać kwestii związanych z trybem pracy w wolontariacie. Nie zdziwił fakt pracującej mamy z dzieckiem. Ta wizyta była nam potrzebna. Dodała energii, zapału, odbudowała wiarę w fajnych ludzi. W przypadku tej edukacji spotkałyśmy się wyłącznie z życzliwością, szacunkiem i podziwem.

Czytaj dalej

Życie weryfikuje

Żeby pomysł przekuć na sukces, niezbędne jest kilka czynników. Pierwszym i najważniejszym jest konsekwencja, wytrwałość, ale i zamysł co i w jakiej formie chcemy przekazać i jakie niezbędne są ku temu wymagane narzędzia i okoliczności.

Kiedy zakładałam Kocią Mamę, grupa opiekunek wraz ze mną ratujących koty, doskonale znała i moje cechy charakteru i najważniejsze priorytety, mając świadomość na jakie układy nigdy nie dam się namówić oraz jakich decyzji nigdy nikt i za żadne obietnice pomocowe nie jest w stanie na mnie wymóc.

Czytaj dalej

Sezamkowo, czyli debiut Kasi

Jak po grudzie – pomyślałam patrząc na puste półki. Jeszcze moment, a będę zmuszona zakupić karmę.  Baza opiekunów i karmicieli sama się  zbudowała, troszkę w wyniku aktywności Ani wypożyczającej sprzęt, odrobinę i ja się dołożyłam nawiązując znajomości podczas interwencji.

Wracają do nas kiedy są w kłopocie, a to, że marznie na balkonie kot i konieczna jest ocieplana buda, a to, że mają dylemat kupić karmę czy zrealizować receptę.

Czytaj dalej