I znowu wyjątek

Tym razem będzie krótko, zresztą już kilka tygodni temu sygnalizowałam temat.

Łódź, okolice między Zarzewem a Starym Widzewem, bytuje tam od lat kilka zdziczałych psów. Rodzą się rzecz jasna i psie dzieci. Męskie szczeniaczki mają wzięcie, gorzej z suniami, na nie jest znacznie mniej chętnych. Barierą jest koszt sterylizacji oraz wizja wychodzenia z suką na spacer w towarzystwie adoratorów, kiedy akurat nastaje czas rui.

Czytaj dalej

Z dystansem do tematu

O tych psach usłyszałam jakoś kilka albo kilkanaście miesięcy temu. Informacja na tyle mocno zapisała  się w mojej pamięci, że kiedy temat powracał, wiedziałam, czego konkretnie dotyczy.

Nie reagowałam stojąc na stanowisku, że jasno zdefiniowany jest profil działania, nie chcę poszerzać działalności Fundacji ponieważ  swobodnie poruszam się wyłącznie w kocim  wymiarze i o ile mam pomysł dosłownie na każdego kota, o tyle z psami kompletnie sobie nie radzę.

Czytaj dalej

Iwo

O tym psie usłyszałam kilka miesięcy temu. Pewnego dnia pojawił się w enklawie prowadzonej przez Anetkę. Wielki, kudłaty, ufny, takie ogromne ciele o łagodnym usposobieniu. Obiegł podwórko, obwąchał zakamarki, popatrzył uważnie na gospodarzy, powarczał na koty, machnął kilka razy ogonem, jakby mówiąc: no fajnie kochani, podoba mi się, zostaję!

Czytaj dalej