Wracamy w dobre przestrzenie

Wiele się mówi o wieku postrzeganym jako bardzo dojrzały. Granica, kiedy weń wkraczamy, w sumie jest bardzo trudna do określenia. Każdy bowiem inaczej układa się z czasem, który zostawia za sobą. Różnie patrzymy na swoje życie, jedni mówią: kiedyś to…. i mimo dość młodego wieku, zachowują się jak dostojni emeryci snując opowieści jakby już więcej nie mieli od życia żadnych oczekiwań. Inni, mimo iż niekiedy mocno doświadczani przez rozmaite okoliczności, nadal mimo swego znaczącego pesela głowę mają pełną fajnych pomysłów, marzeń no i ogromną listę zadań przed sobą.
Czytaj dalej

By właściwie pomagać trzeba mieć świadomość

Od kilku lat rośnie świadomość o możliwości przekazania 1% podatku na cele pożytku publicznego.  Mimo to nadal wielu ludzi trwa w kompletnej niewiedzy dotyczącej sposobów i rodzajów finansowania fundacji i stowarzyszeń.
Po pierwsze wielu obcy jest termin OPP.
Po drugie, mylnie interpretuje się fakt posiadania statusu Organizacji Pożytku Publicznego.
Po trzecie błędne jest przekonanie, że działalność takowa wspierana jest przez budżet z puli miasta czy gminy.

Czytaj dalej

Działanie Fundacji a formy wsparcia

Na pytanie jak to robię, że mimo tylu aktywnych osób w Fundacji, wszystko działa jak w świetnym zegarku, od lat odpowiadam tak samo: Najważniejsze czynniki składowe odpowiedzialne za fenomen zjawiska zwanego potocznie Fundacją Kocia Mama są trzy: 1. Mój charakter pracoholika i perfekcjonisty; 2. Umiejętność rozdzielania zadań; 3. Ogromny, życiowy fart, który sprawia, że przyciągam Najlepszych!

Czytaj dalej

Kocie gwiazdy

To był piątek.
Kocham ten dzień, bo kończy tydzień, dając nadzieję na wolniejszy i spokojniejszy weekend.
Jest szansą na leniwą sobotę, na pójście do kina, na dokończenie ciekawej książki.

Ten był inny. Bardziej w typie: dzień świra.

Czytaj dalej

Przerwa świąteczna

Czas jest szczególny, przygotowując się do Świąt, zamykamy zaległe sprawy tak, żeby Nowy Rok zaczynać z pustą listą zadań. Tradycją jest niepisaną ale często stosowaną, że przy okazji porządków, wietrząc szafy i przeglądając pudła, rozstajemy się z rzeczami, które przestają budzić dobre wspomnienia, tracą wartość emocjonalną, nie wzbudzają żadnych sentymentów więc z automatu dołączają do sterty klamotów, które tylko powiększają ilość zbędnych rzeczy.
Pragmatyzm życiowy i fundacyjny przydomek Mackwacz, połączone z umiejętnością sprzedażową zainspirował do utworzenia kilku bazarków. Opiekowały się nimi generalnie Ania i Wiola, ja tylko gromadziłam na nie przedmioty.

Czytaj dalej

Cyklicznie

Ta sama placówka.
Ta sama społeczność.
Ta sama ekipa edukatorek.
Te same zwierzaki, przeważnie mruczki moje, Renaty, czasem dla odmiany Izy, która oprócz Pepka zabierze swoje psiaki.

Ta sama dziewczyna co rusz mnie pyta: Iza kiedy możemy liczyć na waszą wizytę?
Nie naciskają, taktownie czekają, rozumiejąc specyfikę, trudność, odmienność odbywających się zajęć.
Cyklicznie, systematycznie.

Czytaj dalej

Z wizytą w Klubie Seniora

Pewien budynek w centrum miasta znany jest dobrze Łodzianom, szczególnie tym, którzy odrobinę działają społecznie. Jego przestrzeń jest miejscem wydarzeń kulturalnych, akcji, spotkań, koncertów nawet happeningów. Mam na myśli oczywiście Ośrodek Inicjatyw Artystycznych, w którym od lat funkcję dyrektora pełni niezwykle kreatywna osoba, kobieta wielu pomysłów i talentów. Znamy się oczywiście, bo jakże mogło być inaczej skoro obie mamy podobną ciekawość i apetyt na życie.

Czytaj dalej

Przedświąteczna wizyta kotów w Leopardusie

Dlaczego wasze koty biorą udział w świątecznej akcji sklepu zoologicznego Leopradus? Jak ich wizyta ma się do ciszy adopcyjnej, którą ogłaszasz corocznie z obawy, by adopcja kociąt nie była chwilowym kaprysem, nieudanym prezentem pod choinkę, który po kilku dniach wyląduje na ulicy?
Nie wiem ile w pytaniu było faktycznej troski o koty, a ile chęci, by wykazać mi niekonsekwencję.
Cóż padło pytanie, nie może zostać bez odpowiedzi.
Nie każdy musi wiedzieć co kołacze się w mojej głowie, jakie mam myśli i pomysły.

Czytaj dalej

Moja ulica…

Chojny i Górna, dwie dzielnice związane z moim życiem. Urodziłam się i dorastałam na małej uliczce na tyłach szpitala Kopernika. Wszyscy się znali, tam też były początki mojej społecznej działalności. Zamiast, jak inne dorastające panny, biegać z chłopakami na tańce, na strychu kamienicy, w której mieszkała moja rodzina, dziadkowie urządzili mi małą, prywatną świetlicę. Odrabiałam z dzieciakami lekcje, pomagałam uczyć się do klasówek, urządzaliśmy kukiełkowe przedstawienia i co najważniejsze, dzieciaki miały odskocznię od szarej, trudnej codzienności. To nie była ekskluzywna dzielnica, bieda, brak perspektyw, dzieci zostawione same sobie, bo rodzice zajęci pracą albo uwikłani w różne obciążenia. I ja w tym wszystkim, z szaloną głową, zmieniającą ich przykrą codzienność, pokazująca inny świat, nauczyłam ich odwagi do marzeń…

Czytaj dalej

Ewolucja wolontariatu spotkania w Łódzkim Towarzystwie Alzheimerowskim wpisane na stałą listę zadań

No i stało się!
Ja, która dostaję uczulenia i pieklę się zawsze, gdy ktoś się powołuje na znajomość ze mną, ja, która zawsze odsyłam petentów na kontakt, pomijając z rozmysłem wszelkie sympatie i koneksje, stanęłam przed faktem, że mimo twardych zasad, dałam się wmanewrować w sytuację, kiedy naginam plany i terminy spotkań edukacyjnych w myśl sugestii jednej przesympatycznej dziewczyny.
To Maja jest winna mojej słabości. Ona i jej pacjenci, bywalcy pewnego dość specyficznego ośrodka terapeutycznego w Łodzi.

Czytaj dalej