Kiedy zaczynamy znajomość z nową społecznością, nie mamy wiedzy, świadomości, żadnych wyraźnych przesłanek, czy też oczekiwań, jak potoczą się nasze wspólne projekty w przyszłości.
Podejmujemy komunikację, kierowani dobrymi intencjami, wkładając zawsze w każde spotkanie wiele serca i pozytywnej energii, mając nadzieję, że nasze kocie wykłady zasieją miłość do kotów i w przyszłości z małego ziarnka wyrośnie pełen dobrych emocji człowiek, a może nawet wolontariusz, który zdecyduje się na pracę w Kociej Mamie. Nigdy nie wiemy, jakie rozstrzygnięcia sytuacji los nam zgotuje, z tego powodu staramy się unikać decyzji ostatecznych w stylu zamykania radykalnie kontaktu.
Przez wiele lat, podczas których zbieraliśmy doświadczenia i budowaliśmy bazę danych, mamy wypracowany schemat, który w zasadzie się nie zmienia.
W przypadku, kiedy od początku współpraca jest sensowna, owocna i korzystna dla obu stron, które taką samą energię wkładają, żeby utrzymać przyjazną, sympatyczną atmosferę, raczej nie zdarza się żadna przykra lub niezręczna sytuacja.
Szacunek należy się uczestnikom projektu w takim samym stopniu. To, że Fundacja, przekraczając próg placówki, nie krzyczy butnie: „Patrzcie, jacy jesteśmy wspaniali i cudni, my przychodzimy do was z kotami, działamy społecznie!” nie oznacza wcale, że nie znamy swojej wartości i mocy sprawczej oraz mówiąc nieskromnie, wyjątkowości! Nikt nam nie jest w stanie dotrzymać tempa w żadnej dziedzinie, w której tylko podejmiemy aktywność. Upór i konsekwencja, połączona z perfekcyjną logistyką, zawsze pomaga utrzymać wysoki standard i poziom działalności. W każdą przestrzeń wchodzimy z opracowanym doskonale planem. Znam naszą branżę i wiem doskonale, że naśladować próbowali nas wielokrotnie, niestety wszyscy z czasem polegli. Żadna organizacja nie ma takiej mocy sprawczej, jak Kocia Mama. Naszą siłą są wolontariusze, a ich ilość pozwala zachować osiągnięty poziom działania.
Są wolontariusze, którzy z uwagi na pracę, predyspozycje i ograniczenia, mogą sprawdzać się tylko w określonych dziedzinach. Jest jednak także taka grupa, która posiada wiele specjalizacji równolegle i oni są moją opcją pomocową we wszelkich kolizjach.
Zachowując zawsze spokój, szczególnie kiedy wali się misternie opracowany plan, natychmiast reaguję naprawczo, taką posiadam umiejętność. Nigdy nie popadam w panikę, tylko szukam opcji zastępczej. Do szkoły pani Gosi, bo w ten sposób nazywam sobie w skrócie najlepsze placówki, które od lat są w naszym zacnym fajnym gronie, jeździmy z wykładami od wielu, wielu lat.
Jest to mała szkoła, ale szalenie elitarna, skierowana na rozwój ucznia ze świadomością jego osobistych umiejętności i uzdolnień. To, że placówka jest niewielka, nie oznacza wcale, że zbiórki karmy i darów są symboliczne. W tym przypadku nie ma takiego przełożenia wprost. To zasługa pani pedagog i jej umiejętności motywacyjnej, iż tak pięknie przykładają się do akcji.
To, że edukacja wpisana została na stałe w Statut Kociej Mamy, było to w zasadzie moją prywatną decyzją. Znając postawę różnych warstw społecznych, a szczególnie ich świadomość lub raczej jej elementarny brak, na temat życia kociego i wszelkich aspektów, które je definiują, zdecydowałam się na zmianę światopoglądu w tych społecznościach, które nie zostały ukierunkowane pod naciskiem opinii środowiska, mentalności i odrealnionych przesądów. W myśl przysłowia „czym skorupka za młodu”, poprosiłam Anię o przygotowanie materiału dydaktycznego dla dzieci i młodzieży. W przypadku osób dorosłych, wyrosłych w pewnej przestrzeni, skażonych poglądami, które wynikają raczej z niewiedzy, wszelkie próby zmierzające do zmiany ich stanowiska wobec kota i jego roli w środowisku, spełzłyby na niczym. Tylko dzieci i młodzież potrafią przyjąć wiadomości bez ich negacji.
Oczywiście, na rodzące się w ich głowach pytania oraz wątpliwości, zawsze należy odpowiadać zgodnie z rzeczywistą prawdą, wyjaśniając te aspekty, które nie do końca potrafią przyswoić. Z młodym człowiekiem jest łatwiej pewne, nawet trudne, aspekty przebrnąć. Nie mając doświadczenia żadnego, ani dobrego, ani złego, sam wielokrotnie w oparciu o zasłyszane wiadomości wyciąga wnioski, które są pozytywne w odniesieniu do podejmowanych przez Fundację tematów. Prowadząc wykłady w szkołach, mamy doskonałą okazję kształtować świadomego, młodego człowieka, który doskonale zna różnicę między kotem domowym a środowiskowym. Różnicuje ich rolę oraz znaczenie w miejskim ekosystemie.
Edukacja następująca ma przeogromny wpływ na rosnącego młodego człowieka. Dozując informacje o życiu kotów, o ich misjach, o tych aspektach życia, o których milczą podręczniki, przekazujemy im swoją wiedzę bezpłatnie. Uczymy patrzeć na kota i definiować jego potrzeby lub określać zachowanie. Uczymy nie tylko szacunku, wskazujemy wachlarz ról, jakie odgrywają w życiu ludzi w różnym wieku. Mało kto docenia wpływ kota na jakość życia człowieka, od jego już niemowlęctwa do senioralnej dojrzałości.
Świadomie nałożyłam na siebie i wolontariuszy ten trudny, ale misyjny obowiązek. Opowiadając młodzieży historie pisane moim prywatnym doświadczeniem dostrzegam, z jaką zachłannością i ciekawością chłoną te opowieści osoby dorosłe, nawet dojrzali kociarze. Mając kota w domu nawet dwadzieścia lat, szeroko otwierają oczy, kiedy tłumaczę kocią mowę i ich specyficzny język, w którym przekazują nam to, co uważają za stosowne. Mało poznałam w swoim życiu osób, które z taką łatwością jak ja komunikują się z kotem. Ludzie patrzą na swoich pupili, cieszą się kiedy pakują im się na kolana, ale za żadne skarby świata nie wiedzą, dlaczego i z jakiego powodu ich mruczenie jest tak bardzo czasem odmienne.
Bardzo lubię spotykać się z młodzieżą szkolną, bo jest to doskonała okazja, żeby ich dobrze ukierunkować i pokazać, jak powinien wyglądać właściwie koci świat. Tłumaczę, dlaczego nie wszystkie koty chcą być blisko ludzi, ale jednocześnie podsuwam rozwiązania, jak bez zaburzania ich wyborów, można wpłynąć pozytywnie na ich jakość życia. Człowiek swoją ingerencję w życie kota powinien dobrze przemyśleć. Nie wolno podejmować decyzji bez konsultacji z osobą, która zna zasady i reguły, które odpowiednio użyte wspomagają kota, bytującego w wolnej przestrzeni.
Odwiedzając regularnie szkołę podstawową przy ulicy Praussa, kształtujemy nie tylko postawę społeczną, zachęcając do podjęcia wolontariatu, ale odciskamy trwałe piętno, pokazując alternatywne ścieżki rozwoju, które przy uwzględnieniu predyspozycji indywidualnych mogą wzbogacić jakość życia, nie tylko w odniesieniu do pracy społecznej, ale mogą być wykorzystane w życiu prywatnym, jak i karierze zawodowej. Kocia Mama, poprzez wykłady, stara się pokazać alternatywne drogi rozwoju intelektualnego do tych, które są powszechnie preferowane, poprzez tradycyjne programy szkolne oraz powielane przez nauczycieli, którzy pracują w oparciu o klasyczne podręczniki.
Cieszę się, że nowa forma prelekcji, która wykluła się na podstawie bagażu doświadczeń z mojego prywatnego życia z kotami, podoba się nastoletnim słuchaczom. Na początku miałam obawę, czy nie jest zbyt nowatorska, ale z czego się szalenie cieszę, już po pierwszych wykładach przeprowadzonych widzę, że zmiana zdecydowanie przypadła do gustu, a co dla mnie jest najmilsze, zebrała dobre recenzje.






