Opierając się na wsparciu ekipy kiermaszowej, podejmujemy współpracę w znanych nam przestrzeniach, ale z nowymi organizatorami. Jest rzeczą naturalną i oczywistą, że chcąc być kreatywnym, przez co niezależnym i niesterowalnym, musimy sami zabiegać o dobrą kondycję, czyli mówiąc wprost, wypłacalność. O pieniądzach rzadko kto lubi rozmawiać. Jest to, nie wiem dlaczego, temat tabu. Jednak w przypadku organizacji charytatywnej one zawsze są gwarantem spokoju pracy, sukcesów oraz dobrych rezultatów. Będąc szefową Kociej Mamy, jestem osadzona nie tylko w kociej przestrzeni, ale również w branży, która skupia weterynarzy, techników, hurtowników karmy oraz leków.
Kocia Mama jest wiarygodną firmą i ten fakt nie wynika z opinii w internecie czy wpisów na forach, a prozaicznej mocy sprawczej, kiedy zachodzi okoliczność dość specyficznej interwencji. Kocia apteka w siedzibie skrywa leki, o których inni mogą tylko marzyć i nie wynika to z ich ceny, a zwyczajnie z niewiedzy, bo nigdy na taką skalę nie szli w leczenie. Wyobraźnia jest mega pomocnikiem nie tylko u wszelkiej maści artystów, szalenie wspiera i pomaga w działalności, która wpisuje się w walkę z bezdomnością. Ona jest właściwie odpowiedzialna za wszelkie płaszczyzny aktywności, za kampanie, akcje, projekty i cele. Ona wytycza i wskazuje miejsca, w które można wkroczyć, żeby uzyskać jeszcze lepsze osiągnięcia w pracy. Zasklepienie, brak odwagi do zmierzenia się z nowym projektem, zawsze powodują stagnację i zwątpienie co do wykonywanej pracy. Dotyczy to zarówno firm, które zatrudniają pracowników na etacie, jak tych, którzy aktywni są w trybie wolontariatu.
Ogrody Geyera kojarzą nam się niezmiennie z pandemią oraz kiermaszami, podczas których sprzedawałyśmy kocie produkty, skryte za śmiesznymi maseczkami.
Zostawię temat utargów bez komentarza, ponieważ w tamtym czasie kompletnie bez skutku była każda reklama. Większość ludzi z obawy przed zarażeniem wybierała spacery z dala od tłumu i nie zmienił tej sytuacji nawet fakt, że stoiska lokowane były w bezpiecznej odległości. Wiele z biorących wówczas udziału w projektach bezpośrednich, źle zapisało sobie w pamięci ówczesne wydarzenia. Czas mija, lata płyną, zacierają się wrażenia, ale pozostają niestety negatywne wspomnienia.
Kiedy napłynęło zaproszenie na Rasowe Targi, przeprowadziłam z menadżerką naradę. Nasze stanowiska, przyznam, były diametralnie różne. Ja byłam za nawiązaniem współpracy, Iwonka raczej sceptyczne snuła wizje. Obie miałyśmy rację. Ona, w swej ostrożności, obawiała się zniechęcenia wolontariuszek, a ja stawiałam na pokazanie kondycji i mocy sprawczej Fundacji nowej, nawiązującej z nami kontakt, ekipie. Menadżerka, kierowana doświadczeniem, miała oczywiście rację, rokując ostrożnie w kwestii utargu. Ja natomiast wiedziałam, że wybrana do projektu ekipa zaprezentuje się świetnie, przez co zachęci do ponownego kontaktu z nami. W czasie, kiedy coraz trudniej pozyskać sponsorów, kiedy dotychczasowi milczą, nie odbierając połączeń telefonicznych ani nie odpowiadają na wiadomości, nie można się zasklepić i biadolić nad tym, co się zakończyło, a należy iść do przodu i szukać nowych rozwiązań. Mając na pokładzie kocich rezydentów, nie mogę wspominać dobrej, konstruktywnej współpracy, a muszę, z konieczności zapewnienia kotom komfortu życia, szukać sposobu, żebym mogła dalej się w takiej jakości nimi opiekować. To, że Fundacja jest lojalna, nie oznacza wcale, że musi jak żebrak bezczynnie czekać, aż ktoś łaskawie wrzuci do puszki przysłowiowego miedziaka.
Teraz organizację wydarzeń przejęło młodsze pokolenie. Oni są sprawni, rzutcy, mają ciekawe pomysły. Każda nowa znajomość otwiera przed nami nowe możliwości, akcje, cele oraz projekty i z troski o Fundację należy sprawdzać w nich swoje możliwości, jeśli nadarza się sposobna okazja.
Nawet drobna porażka jest super doświadczeniem, ponieważ pozwala nam wyciągnąć wnioski, pomocne w podjęciu decyzji w przyszłości. Wiemy, czego się obawiać, przed czym ustrzec i jakie stawiać granice we wspólnym wydarzeniu. W naszym przypadku nie ma straconych, nietrafionych aktywności. W Ogrodach Geyera byłyśmy obecne dwa dni. Każdy z nich modelowany był inaczej, a to za sprawą osób, które obsługiwały stoisko. To są dla nas bezcenne informacje, ponieważ w wyniku udziału w tym projekcie mam świadomość, jakie osoby odwiedzają tę akurat przestrzeń i jak zmontować w przyszłości ekipę, żeby można było zaliczyć sukces sprzedażowy.
Prowadzenie Fundacji tylko z pozoru ogranicza się do tematów, dotyczących bezpośrednio zwierząt. Jest jeszcze nisza, o której mało kto wie, a wiąże się ona nierozerwanie z zapewnieniem stagnacji w działaniu w tej naczelnej, najważniejszej formie, czyli aktywnością przy poprawie jakości życia tych mruczących.
Dziękuję organizatorom za bezkolizyjną współpracę, za promocję Fundacji oraz reklamę jej działań. Rola Kociej Mamy tym razem była podwójna, jako wystawcy, ale także sponsora fajnych nagród dla biorących udział prelegentów.






