Te koty od zawsze znajdują mnie same. Nie szukam ich, nie zachęcam do wejścia na pokład Kociej Mamy. Nie piszę postów o empatii, o sercu, o podniosłych celach. Zwyczajnie, jestem na posterunku, gotowa przyjść im z pomocą zanim ktoś inny zdecyduje, że takich kotów się nie ratuje.
To, że czasem bywam niedostępna, czyli jak każdy zjadacz chleba, odkładam po całym dniu telefon, wyciszam dzwonki, nie oznacza, że zostaną bez pomocy.
Wskazują Fundację lekarze, ludzie, którzy uzyskali już kiedyś pomoc. W pamięci i świadomości kociarzy przechowywana jest wiadomość, że ta organizacja nie cofa się przed żadnym, nawet szalenie trudnym zadaniem.
Tym razem dwie młode dziewczyny odłowiły na działce pracowniczej kotkę z uszkodzonym trwale przez koci katar okiem oraz jej dzieci. Nie zawahały się ani przez moment. Ratowały, choć wiedziały, w jak opłakanym stanie są kocie oczy. Czwórka, stanowiąca miot, wspólnie będzie miała troje oczu. Dwa kocięta będą kompletnie niewidome, amputacja gałek wyeliminuje stan zapalny i niepotrzebne infekcje. Jedno kocię zachowa oboje oczu, a czwarte, aktywne będzie miało jedno.
Nie jest to wyjątkowa sytuacja. Fundacja przyjmowała bardziej chore koty.
Od lat powtarzam, że chore matki rodzą chore dzieci i nie ma w tym stwierdzeniu najmniejszego błędu. Mam świadomość, że koty środowiskowe są nosicielami przeróżnych wirusów, ale tylko zbiorowa praca na rzecz ograniczenia populacji może przynieść efekty w zmianie jakości ich życia.
Sytuacje, kiedy przyjmujemy cały pakiet, czyli matkę z młodymi są najbardziej komfortowe, ponieważ zabezpieczamy koty globalnie. Matkę sterylizujemy i leczymy, a w przypadku maluchów wdrażamy procedury adopcyjne. To, że koty będą ślepe nie oznacza, że nie są adopcyjne. Kocia Mama ma sprawdzony schemat działania w takich okolicznościach, czyli najpierw działają weterynarze, dom tymczasowy dba o prawidłowy rozwój, a po zabiegu tworzymy pakiety i szukamy ludzi o wyjątkowych sercach.
Opiekunka ma teraz za zadanie nauczyć maluszki czystości, czyli bezbłędnego korzystania z kuwety oraz ocenić, które pary lubią się najbardziej. Pomoże to nam ustalić adopcyjne duety. Czas pracuje na korzyść chorych kociaków. Są bezpieczne, zaopiekowane lekowo, mają zabezpieczone dobrej jakości żywienie. Ani nam, ani lekarzom się nie spieszy. Żeby usunąć oczy, trzeba kocięta znieczulić, a w ich stanie nikt przy zdrowych zmysłach nie podejmie się tego ryzyka. Spokojnie czekamy aż nabiorą masy.
Z ogromną przykrością po raz nie wiem który musze stwierdzić, że działając na rzecz środowiskowych pewne grupy nie są w stanie zweryfikować swoich metod pracy. Nadal mioty z oczami zepsutymi przez koci katar zamiast pomocy mają wskazanie do eutanazji. Okoliczności towarzyszące naszej pracy zmieniły się radykalnie. Medycyna weterynaryjna jest na bardzo dobrym poziomie, lekarze współpracujący z Kocią Mamą korzystając ze szkoleń, podnoszą swoją nie tylko wiedzę, ale także umiejętności praktyczne. Okulistyka, od czasu kiedy ratowaliśmy Kurczaka i Ryśka, przeszła ogromną metamorfozę. Już nikt nie odmawia prawa do życia bez bólu kotom, które straciły oczy w wyniku kociego kataru. Rozwinęła się nie tylko chirurgia okulistyczna, ale również sama diagnostyka. Pracując ze świetnymi klinikami, korzystamy z konsultacji bardzo dobrych fachowców, którzy stawiając diagnozę, kompleksowo analizując wszystkie okoliczności, określają metodykę działania.
Nikt nie podejmuje pochopnych decyzji. Największą krzywdę i cierpienie mają już za sobą.
Nie rozumiem, dlaczego są jeszcze organizacje, które nadal działają według skostniałych zasad. Czy problem dotyczy obawy przed znalezieniem domu dla kota niewidzącego czy raczej wynika z braku finansów na leczenie?
Silna pomocą i wsparciem darczyńców, mogę podejmować akcje, które są poza zasięgiem innych.
Dobry zespół lekarzy, odpowiedzialne domy tymczasowe są cenną pomocą w realizacji tych założeń, które niezmiennie są dla Fundacji najważniejsze, czyli wchodzenie w te przestrzenie, które są poza zasięgiem mocy sprawczej innych organizacji.
Zawsze, kiedy przyjmuję szczególny miot, proszę o pomoc. Te koty są wyjątkowe i nie z powodu braku oczu. One normalnie funkcjonują, są grzeczne, bardzo bystre i aktywne, a co najważniejsze, ciemność, w której funkcjonują, nie zabiera im radości z dnia codziennego. Psocą i dokazują, jak zdrowe, widzące koty.
Łączmy zatem wspólnie działanie o jak najlepsze przygotowanie ich do samodzielnego dorosłego życia.




