Niezależność

Fundacja powstała z troski o koty. Skupiła ludzi o takim samym poziomie empatii. Zarządzana od samego początku jest racjonalnie, rozsądnie, z przesłaniem pomagania, a nie znęcania się. Od początku bardzo mocno weszliśmy w działania dedykowane kotom chorym, kalekim, trudnym. Dla Kociej Mamy nie było, nie ma i nie będzie tematów związanych z szeroko podjętą diagnostyką, od których realizacji umyłaby ręce. Zawsze stawiamy na walkę, ale tylko taką, która nie zaburza jakości życia kota ani też nie wpływa negatywnie na komfort bytowania. Szacunek to jest codzienna misja, która obejmuje troską i pomocą nie tylko te, które przebywają w domach tymczasowych, przygotowywane do adopcji, to troska o jakość życia tego środowiskowego, którego Fundacja przyjmuje tylko na chwilkę. Współpracujemy wyłącznie z tymi klinikami, które rozumieją, że kot środowiskowy nie jest gorszy. On wymaga więcej delikatności i łagodności w kontakcie z człowiekiem czy lekarzem, bo on nas nie zna ze swojej codzienności. Jadąc ze swoim pupilem do kliniki sprawiamy, że czuje się bezpieczny, ufny, bo przebywając z nami wie, że opiekun nie wyrządzi mu krzywdy. Oczywiście w rozmaity sposób koty reagują, ale po wizycie w domu znajdują ukojenie.

Kot środowiskowy nie wie, w jakim celu człowiek go odławia. Jest przerażony, sparaliżowany strachem, nie wie, jak i gdzie się jego podróż skończy. My, kocie opiekunki, działające w czasie trwania akcji opłacanej z budżetu miejskiego, też nie wiemy, jak zakończy się typowa, rutynowa interwencja, mająca za zadanie zabezpieczenie bytującego stada.
Odławiamy dzikie osobniki, ale bardzo często się zdarza, że wśród tych młodszych, kilkoro z nich ma inny pomysł na swoje dalsze życie. Podczas przebywania po rutynowym zabiegu, młodzież kocia wręcz się pieszczot domaga. Według regulaminu, który opisuje całą akcję, dokonujący zabiegu lekarz musi naciąć kotu lewe ucho. Odpowiednio wcześniej, przed rozpoczęciem się akcji w mieście, pisałam pisma do przeróżnych instytucji, apelując o rozsądek i szacunek, żeby na podstawie opinii lekarza odejść od konieczności okaleczania kota, a nałożyć na organizację, która przekazała go na zabieg, obowiązek przygotowania delikwenta do adopcji. Mam świadomość, że znowu wyrwałam się przed szereg. Znaczenie uszu wprowadzono w celu eliminacji nadużyć. W ten sposób starano się zablokować przynoszenie na zabieg prywatnych kotów. Rozumiem przesłanie, też się z nim zgadzam. Jednakże działającym od lat sprawdzonym, stabilnym organizacjom, chyba można by było zaufać i choćby jako eksperyment włączyć nowatorski pomysł, tym bardziej, że mam na takie działanie zgodę klinik współpracujących z Kocią Mamą, a biorących udział w projekcie. Niestety, żadne racjonalne argumenty nie przemówiły ani do zwierzolubów, do których wysłałam pismo, ani tym bardziej do urzędników. Kot w akcji ma być zaznaczony bezwarunkowo!
Nie podnosiłabym rabanu, gdyby wszyscy działający w akcji znaczenie wykonali delikatnie. Są tacy, którzy tną bez litości pół ucha, przez co ewidentnie oszpecają kota, naruszając trwale jego wygląd i zmniejszają zdecydowanie jego szanse adopcyjne. Nikt nie chce tłumaczyć dziecku, adoptując kota z Fundacji, całego skomplikowanego procesu, jak to się stało, że lekarz który powinien kojarzyć się pozytywnie, uczynił kotu tak wielką krzywdę. Miałam pod opieką kilkanaście wręcz okaleczonych kotów, na widok których serce płakało z bólu. Dotąd nie rozumiem, jak można świadomie tak bezdusznie się zachować. Przykro mi to pisać, ale musimy sobie zdawać sprawę, że ludzie działający na rzecz zwierząt są, tak jak i inni, niekiedy mocno zaburzeni emocjonalnie i wiedza, że w obliczu bezbronnego zwierzaka, leżącego na stole zabiegowym w znieczuleniu, mogą podjąć różne decyzje, czyni ich zwyczajnie ludźmi bez serca, jakiejkolwiek empatii i podłymi. Ustawa nakazuje znaczenie, ale nie nakazuje oszpecenia.
Jest wiosna, zaczynamy przyjmować zgłoszenia o kotkach i ich miotach. Sytuacja klasyczna o tej porze roku. Wypożyczam sprzęt do odłowu, wyznaczam klinikę na zabieg matki i przegląd miotu. Rutynowe procedury, zawsze zabieramy komplet, wtedy interwencja jest na 100% zamknięta. Na dziesięć odłowionych, bytujących w środowisku matek, pięć nie jest dzikich. Zdecydowanie są to kotki, które zostały porzucone, kiedy okazało się, że są kotne. Spotkała je kara za to, że opiekun nie dopełnił właściwie opieki. To w wyniku jego złego zachowania kotka powiła miot. W takich przypadkach do adopcji przygotowujemy nie tylko jej dzieci, ją samą również. Raz już w wyniku ludzkiej małości musiała się tułać, my nie musimy powielać takich sytuacji.
Bierzemy udział w akcji, która zapewni nam niezależność, pomoże zebrać budżet na zabiegi nie tylko dzikich kotek, które wrócą do środowiska, ale ewidentnie wpłynie na jakość życia tych, które zostaną pod skrzydłami do czasu przekazania do nowego domu.
Fundacja rocznie przyjmuje około 300 kotów w wieku różnym. Te, które się kwalifikują, kastrujemy. Mając zdolność finansową, mamy automatycznie alternatywę i nie musimy godzić się na regulamin narzucony przez urząd. Ta akcja to nie tylko walka o miejsce na liście. To misja, która ma zebrać pieniądze, żebyśmy mogły wykluczyć oszpecenia, których niektórzy dokonują przy okazji obowiązkowego znaczenia.
Nie zgodzę się na wypuszczenie łagodnego kota w środowisko. Mamy zdolność adopcyjną doskonałą. Od pierwszego stycznia Fundacja nie ma żadnego kota gotowego do adopcji. Pod opieką zostają tylko te, których opieka weterynaryjna generuje dość wysokie koszty lub te, których schorzenia wykluczają przekazanie.
Nie odmawiamy przyjmowania kociaków. Polityka adopcyjna, której schemat ulegał modyfikacji przez wszystkie te lata działania, pozwoliła opracować regułę, która, jak pokazuje życie, doskonale sprawdza się w praktyce. Logistyka adopcyjna jest na takim poziomie, że żaden kot nie kwitnie latami w domu adopcyjnym.
Liczę na wsparcie, na włączenie się do akcji. Każda cegiełka przekuta zostanie na podniesienie komfortu życia kota. Tylko poprzez świadomą kastrację mamy wpływ nie tylko na populację środowiskowych. Biorąc udział w projekcie, dotykamy też kwestii związanych z elementarną edukacją. Adopcja jest wypadkową wszystkich czynności, które musimy wykonać podczas akcji. Nie zamykamy się tylko w szukaniu domów dla tych łagodnych. W kocich enklawach, które są pomysłem Kociej Mamy, bezpiecznie przecież bytują również dzikie koty, bo przecież i takie są naszym sercom bliskie i im także szukamy bezpiecznej przestrzeni.

Opublikowano w kategoriach: Łódź