Ostatnie zajęcia

Praca społeczna ma dwa oblicza, oba niestety trudne, wymagające i nieprzewidywalne. Kiedy Fundacja Kocia Mama raczkowała, nie przypuszczałam, że stanie się największą kocią organizacją w regionie i to ona będzie modelowała standardy pracy, nie tylko odnoszące się do zasad opisujących wolontariat, ale przede wszystkim określi normy i schematy dotyczące kocich adopcji. Z pozycji szefowej mój wolontariat dzieli się na dwie grupy obowiązków.

Pierwsza, to wszelka aktywność dotycząca aspektów administracyjnych, czyli nadzór nad utrzymaniem terminowości sprawozdań, rozliczeń, komunikacja z klinikami przy ustalaniu faktur, procesu leczenia, diagnostyki, co oczywiście dotyka bardzo mocno księgowości, ponieważ bezpośrednio wiąże się z racjonalnym gospodarowaniem budżetem oraz płynnością regulacji obciążeń. Komunikacja z hurtowniami karmy, żwirku oraz leków, ponieważ domy tymczasowe przyzwyczajone są do pracy w określonym komforcie. Wszystkie te zadania spokojnie realizuję z pozycji domu. Taki styl zarządzania w kocim szlafroku przy porannej kawie, wypracowałam jeszcze zanim ktokolwiek pomyślał o zjawisku pandemii i faktu, jakie zmiany strukturalne wymusi na firmach, korporacjach oraz zakładach pracy.
Druga grupa obowiązków związana jest z aktywnością bezpośrednią i obejmuje wszelkie działania odbywające się w przestrzeni miejskiej. Zaliczam do nich pikniki, jarmarki, kiermasze oraz tak popularną i lubianą w wydaniu Kociej Mamy edukację.
Zajęcia wszelkie w takim samym stopniu kierowane do dużych i małych słuchaczy, są moim ulubionym obowiązkiem. Z radością odwiedzam nowe, ale i te stare, zaprzyjaźnione przedszkola. Zawsze w zanadrzu mam jakieś fajne prezenty-niespodzianki dla dzieci. W przypadku, kiedy zabraknie tradycyjnych cegiełek przypominających o wizycie Kociej Mamy, przekazuję jakieś ciekawe pomoce dydaktyczne bardzo przydatne w warsztatach czy zajęciach manualnych. Radość dzieci jest zawsze najmilszą formą nagrody.
Wbrew pozorom to te zadania związane z udziałem w wydarzeniach sprzedażowych oraz projekcie edukacyjnym zawsze przysparzają niepotrzebnych emocji oraz atrakcji.
Udział w spotkaniu miejskim i rezultat jaki uzyskamy w zdecydowanym stopniu zależy od panującej tego dnia aury. Klienci są gwarantem dobrego utargu, ale raczej nikt chętnie nie opuszcza domu, kiedy pada rzęsisty deszcz lub obezwładnia nas mordercza spiekota. Żadne apogeum pogodowe nie jest wskazane przy takich projektach i bardzo często zdarza się, że w ostatnim momencie rezygnuję z udziału Fundacji w wydarzeniu.
Inaczej kształtuje się kwestia wizyt w szkołach i przedszkolach. Czynnik dyspozycyjności danego dnia człowieka jest kwestią najważniejszą tylko w przypadku, kiedy pełni on rolę kierowcy. Wtedy faktyczne mam spory kłopot, ponieważ większość wolontariuszy aktywna jest społecznie generalnie w godzinach popołudniowych i wieczornych, wyjątkiem, bo one zawsze być muszą, są sytuacje, gdy wolontariusze pracują w trybie dyżurów lub zwyczajnie prowadzą własne firmy. Kreatywność logistyczna w Fundacji jest bardzo dobrze opracowana. Atrakcje losowe, niespodzianki sytuacyjne oraz kolizje powstałe w wyniku czynnika zewnętrznego, pozwoliły nam wprowadzić skutecznie i sensownie w życie, rozwiązania awaryjne, które podpowiedziało mi wrodzony optymizm i pragmatyzm. Rozumiem, że to zestawie cech może niektórych dziwić, ale tylko te emocje pomogły uratować okoliczność z pozoru beznadziejną. Kiedy Blanka miała nagłą awarię auta, spotkanie rozpoczęłam sama, wolontariuszka wkrótce dołączyła i projekt toczył się tradycyjnym trybem.
Kiedy Ytek pewnego dnia zademonstrował, jak sobie radzi bez toalety, od tego czasu do wyposażenia dodałam żwirek, łopatkę oraz kuwetę.
W przypadku ludzi w nagłej potrzebie ratują nas toalety, jeśli takowe istnieją w przestrzeni. W szkołach oraz przedszkolach, problem takowy nie istnieje, ale w przypadku tylko ludzi i dzieci. Odkąd dogoterapia i felionoterapia stały się modne, do placówek oświatowych zapraszane są organizacje prozwierzęce oczywiście ze zwierzakami, na rzecz których działają. Znając psychikę psów, wiem, że one komunikują wyraźnie swoje potrzeby fizjologiczne, z kotami bywa rozmaicie, a co do alpak, kucyków i królików nie posiadam żadnej wiedzy.
Nie bez przyczyny podnoszę po raz enty ten dość wstydliwy temat, jednakże pracując z mruczącym partnerem różne opcje muszę brać pod rozwagę.
Ustalając każdą wizytę, solennie uprzedzam, że koty bywają złośliwe. Staram się oczywiście eliminować kolizję, ale są okoliczności, których w żaden sposób nie mam mocy sprawczej wykluczyć, do nich właśnie zaliczam natychmiastową chęć skorzystania z kuwety.
Żaden wykład bez obecności zwierzaka szczególnie dla małych dzieci nie jest atrakcją. Kilka lat temu próbowałam posiłkować się prezentacjami multimedialnymi, które opracowała Ania. Oczywiście zawarte w nich wiadomością bardzo rozwijały wiedzę słuchaczy, z ogromnym zainteresowaniem uczniowie klas młodszych chłonęli wiedzę o diecie, profilaktyce czy życiu kotów, ale obecność futrzaka zawsze wiązała się z radością i entuzjazmem. Tak więc pomimo prób i chęci wyeliminowania kota z udziału w wykładach, nasze działanie w tym kierunku zakończyło się fiaskiem. W myśl powiedzenia: z kotem się nie wygra, nasze przyjazne zamierzenie legło w gruzach. Nie pojawia się kot, nie ma nigdy wielkiego „łał” a tylko grymasy, rozczarowanie i te emocje nie dotyczą tylko dzieci i młodzieży. Młodych słuchaczy rozumiem doskonale. Mają prawo do rozgoryczenia, nie każdy przecież mieszka w domu z kotem, więc wizyta Kociej Mamy jest szansą na poznanie uroków tego niesamowitego stworzenia. Jest to doskonała okazja na zdobycie argumentów w rozmowie o adopcji kota. Często szczególnie dzieci, skarżą się, że to rodzice wstrzymują decyzję o przygarnięciu zwierzaka. Poniekąd rozumiem ich obawy, ponieważ godzą się na adopcję automatycznie dokładają sobie zarówno zadań, jak i wydatków oraz obowiązków. Dziecko przedszkolne marzy o żywym przyjacielu. Znam te sytuacje z autopsji, jednakże o ile możemy na listę obowiązków dziecku wpisać stawianie miseczki z karmą, to już inne czynności dotyczące pielęgnacji są poza jego zasięgiem. W obecnych czasach narzekamy na natłok pracy, na niekończące się zaległości, na brak snu, odpoczynku o relaksie i chwili dla siebie, większość nas nawet nie może pomarzyć. Pięciolatek serdecznie przytuli się do psa czy kota, ale nie wyjdzie z psem na samodzielny spacer ani nie wyczyści skutecznie kotu kuwety. Dochodzą dorosłym czynności, które wydłużają codzienną listę zadań. Osoby pragmatyczne, poukładane lub te, które radość dzieci stawiają na dalszym planie, uważając, że do bycia ze zwierzakiem trzeba dorosnąć i się usamodzielnić, tylko nie uwzględniają jednej opcji, a mianowicie empatii.
To my rodzice tworzymy dzieciom bazę emocji ważnych i ważniejszych. My bezpośrednio kształtujemy, które wybierają opcję: uczucia czy karierę?
Nie jesteśmy wyłącznie opiekunami prawnymi, rodzicami, na których spada odpowiedzialność za wykształcenie i przyszły zawód. Na nasze barki życie włożyło największy obowiązek, to do nas należy wskazanie życiowej ścieżki takiej, którą pokonamy nie zatracając szacunku wobec bliźnich, zawsze podejmując decyzje zgodnie z naszym sercem i umysłem.
Odwiedzając z wykładami placówki oświatowe, staramy się, żeby nasze wykłady niosły także inne przesłanie. Kładziemy nacisk na budowanie poprawnych relacji opartych na zaufaniu, prawdzie, zgodności do życia na własny rachunek, ale piętnując wszystkie symptomy oscylujące blisko różnego rodzaju hejtu. Od początku staramy się przekazać wartości, które rozwijają intelektualnie. Pracę zaczynamy od dzieciaczków w przedszkolu, ponieważ już na tym etapie można wprowadzić umiejętność oceniania właściwie zachowania, z którym spotykają się dzieci przebywając razem w jednej grupie.
Ze społecznością przedszkola Kids&Co projekty prowadzimy wspólnie od kilku lat. Nie jest to znajomość okazjonalna, a w sumie permanentna. Odwiedzały go różne nasze koty, a nauczycielki włączają się nie tylko w zbiórki karmy dla fundacyjnych podopiecznych, ale wspierają nas przy gromadzeniu prezentów dla mam czy dzieci z okazji ich święta.
Ponieważ zajęcia z powodu niedyspozycji Lalusia byłam zmuszona przełożyć, wdzięczna jestem organizatorce akcji, że w ekspresowym terminie wyznaczyła spotkanie. Rozumiem doskonale, że prywatne przedszkole stara się zapewnić nie tylko komfort odnośnie do kadry nauczycielskiej, ale co też jest bardzo fajne, poświęca szalenie dużo energii na organizację i przygotowanie ciekawych zajęć, które nie są wpisane w podstawowy grafik planu.
Pracowały dwa koty, Laluś i Ytek. Oczywiście nie obyło się bez wpadki z kota strony, ale uważam, że koci wybryk sprawi, że spotkanie na dłużej zostanie wszystkim w pamięci.

Opublikowano w kategoriach: Łódź