Ten dyżur nie różnił się od setki poprzednich. Zaczął się tradycyjnie, od wizyt w celu wypożyczenia fundacyjnego sprzętu, oddawania już zbędnego oraz wydawania wyprawek aprowizacyjnych domom tymczasowym. W tak zwanym międzyczasie, odbierałam telefony lub oddzwaniałam na te przegapione. Normą jest, że kiedy biegam od furtki do furtki, nie taszczę ze sobą telefonu, bo żadnego zadania nie wykonam właściwie, nie wysłucham skupiona petenta, a rozmawiając, zapomnę o wydaniu niezbędnych rzeczy.
Telefon odezwał się, kiedy już byłam po połowie codziennych czynności. Właśnie siadałam do przeglądania fundacyjnych poczt, kiedy zadzwonił szalenie kulturalny młody człowiek, który z dziwną manierą celebrował każde słowo, w stylu, jakby udzielał mi pouczenia, czyniąc zaszczyt podjętą konwersacją. Zaczął od pochlebstwa, że kontakt otrzymał od osoby, która wskazała mnie jako sprawczą i kompetentną w kocim temacie. Kiedy poprosiłam o podanie nazwiska, stwierdziłam zgodnie prawdą, iż takowa istota nigdy nie była moją znajomą ani także nie działała w Kociej Mamie. Moje wyjaśnienie wcale nie wytrąciło go z równowagi. Zgrabnie odbił pałeczkę, że może faktycznie kontakt ktoś mu przekazał wyszukując w internecie. Złapany na konfabulacji, dalej ciągnął monolog o jakimś koledze, któremu chce pomóc z kotem, którego tenże znalazł na swojej działce. Zdziwił mnie fakt, że to nie osoba opiekująca się kotem zgłasza się osobiście, a ktoś postronny, który nie zna zwierzaka, nie widział go na oczy, a wykazuje tak daleko idącą troskę. Mnie z równowagi wytrąciła jego prośba, żebym mu opisała i przybliżyła formy oraz zakres działania. Lekko zirytowana ewidentnym brakiem szczerości zapytałam, z jakiego powodu ja mam mu streszczać aktywność Fundacji i ją uwierzytelniać, powinien raczej niezbędne informacje uzyskać od osoby mnie wskazującej lub zapoznać się z osiągnięciami na stronie internetowej lub na fanpejdżu. Na wyraźnie pytanie, w jakim celu kontaktuje się z Fundacją i jakiej oczekuje pomocy stwierdził, że liczył na kulturalną komunikację. Wobec takiej bezczelności, połączonej ze świadomą, kłamliwą i pokrętną formą dialogu poprosiłam, żeby zabierał czas organizacjom, które działają w trybie telefonu zaufania dla ludzi z wybujałym ego.
Pan nie omieszkał wypowiedzieć się na naszym profilu, jednak tradycją jest, że fałszywe oskarżenia lądują do spamu bez ciągu dalszego. Nigdy nie nawiązują do wyimaginowanych zarzutów. Problemem tych osób jest fakt, że osobiście jestem odpowiedzialna za wszystkie interwencje, akcje oraz ustalenia w zakresie finansowania opieki, leczenia, zabiegów, a także diagnostyki.
