Zaczynamy kolejny sezon edukacyjny. Oferta pozostaje bez zmian, zmiany dotyczą tylko formy i zasad umawiania wizyt. Wykłady dedykowane, jak zwykle, adekwatnie, tematycznie do wieku słuchaczy, to
samo dotyczy gadżetów, które są bezpłatnie rozdawane, czyli legitymacji przyjaciela Fundacji,
słodyczy, materiałów reklamowych oraz, do wyczerpania zapasu – kalendarzy. Nowe regulacje
zostaną wprowadzone podczas umawiania wizyt z kotami.
Od tego sezonu rezygnujemy z bycia zespołem rozrywkowym, który zapewnia bezpłatne atrakcje
społeczności, która zdecyduje się zaprosić Fundację. Kończymy z bezpłatnymi prelekcjami. Wszystkie usługi weterynaryjne zdrożały radykalnie. Liczba kociąt i kotów wymagających opieki utrzymuje się na stałym, dość wysokim poziomie i jest to najważniejszy powód, który wpływa na moją decyzję.
Moje koty od zawsze są podstawą każdego zespołu edukacyjnego. Ich zaangażowanie powinno przekuwać się na określone dla Kociej Mamy profity. Dzieje się niestety kompletnie inaczej. Zapraszające nas osoby ustalające spotkanie, na „do widzenia” z zażenowaniem konstatują, że czasy są coraz cięższe, a rodzice coraz mniej społeczni. Jesteśmy firmą charytatywną i to my oczekujemy pomocy, darów oraz wsparcia. Misję pełnimy wobec kotów, tak jak to dla nich prosimy o prezenty. Pomimo tego, iż kilka lat temu uległ delikatnej nowelizacji Statut Kociej Mamy, kiedy to weszliśmy z pomocą na rzecz uchodźców, jednak nadal niezmiennym punktem, najważniejszym, jest praca na rzecz kotów środowiskowych, chorych, kalekich. Wprowadzając szeroką ofertę opiekuńczą, korzystając z nowoczesnych urządzeń badawczych w celu ustalenia właściwej diagnostyki kociego pacjenta, mamy do opłacenia określone faktury.
Edukacja miała pełnić kilka ról, jedną z nich, oprócz podnoszenia świadomości różnych środowisk, miała być okazja do pozyskania karmy, żwirku zabawek, środków czystości oraz wszelkich akcesoriów, niezbędnych do właściwego zaopiekowania się kotami w domu tymczasowym. Realia są przykre. Fundacja organizuje niezwykle atrakcyjne pod
każdym względem prelekcje, a w zamian często żegnana jest uśmiechem. Są oczywiście, jak to w
życiu, i pozytywne wyjątki. Do nich należą zaprzyjaźnione od lat przedszkola, w których pomimo
rotacji dzieci, świadomość społeczna rodziców jakoś nie ulega złej przemianie. Z radością
odwiedzamy społeczności, którymi dyryguje podczas zbiórki pani Beata, czy Małgosia. Fundacja może na ich wsparcie liczyć, nie tylko podczas okazjonalnej akcji. Włączają się w akcje pomocowe, pomagają w konkursach, są przyjaciółmi wiernymi, sprawdzonymi. Oni na miejscu, na swoim terenie zawsze mają w sercu naszą Fundację i kierują do niej ludzi nie tylko po kocięta do adopcji. Żadna chwila spędzona z nimi nie jest stracona. Obserwują fanpejdż, znają nasze zasady i kiedy tylko mogą, z pomocą wchodzą.
Edukację prowadzimy od samego początku działania Kociej Mamy. Tak, jak nie wypaliła się moja
energia, żeby nieustannie podnosić standard, w jakim troszczymy się o koty, tak jak nadal nie
odmawiam przyjmowania kociaków z różnych miejsc w naszym kraju, tak samo chętnie będę
uczestniczyć w kocich zajęciach. Jednak w ubiegłym roku szkolnym, w moim notesie po każdym
odbytym spotkaniu, czyniłam notatkę odnośne zbiórki karmy, oczywiście w odniesieniu do ilości
uczęszczających do przedszkola czy szkoły dzieci.
Te placówki, które pozwoliły sobie na potraktowanie Kociej Mamy jako fajnego przerywnika
w monotonnym życiu danego środowiska zapewniam, że łapki moich kociaków więcej na ich terenie nie podrepczą. Nie zabawi już nikogo zjawiskowy Ytek, Laluś czy cudowne sfinksy Natalii.
Za każdą atrakcję, którą rodzice fundują swoim pociechom, płacą określoną cenę, czyli za wejście do figloraju, za bilety do kina, teatru nawet na jakąś banalną wystawę. Nie rozumiem, dlaczego inaczej klasyfikują pojawienie się w społeczności wolontariuszy Kociej Mamy. Każda z nas jest aktywna zawodowo, każda posiada dodatkowe oprócz wolontariatu zajęcia, wykonuje szereg obowiązków, wynikających z opieki nad rodziną i prowadzenia gospodarstwa domowego, dlatego uczestnictwo w kociej edukacji, zawsze dzieje się kosztem innych spraw. Zapominanie o tym fakcie jest zachowaniem pozbawionym grzeczności, taktu oraz dobrego wychowania. Nie jesteśmy nieproduktywnymi, znudzonymi, egzaltowanymi kociarami, które marzą o tym, by mieć swoje pięć minut na forum. Zajęcia dla dzieci i młodzieży przeprowadzają generalnie te same osoby. Umawianie wizyt wymaga w przypadku zajęć równoległych utworzenia dwóch zespołów, które poprowadzą wykłady, czyli muszę poprosić o udział wolontariuszki, mające wiedzę odnośnie żywienia, pielęgnacji oraz życia kota. U laika może ta informacja wzbudzić zdziwienie, ale każdy, kto zna zasady pracy w Fundacji, wie doskonale, że cechuje nas profesjonalizm, nie tylko w leczeniu czy adopcji, dotyczy tokażdej płaszczyzny, na której aktywność podejmuje Kocia Mama. Nie może mieć miejsca sytuacja, że spotykamy się z dziećmi czy młodzieżą i zamiast konkretnej wiadomości, uśmiechamy się, ukrywając brak rzetelności. Odpowiedzialność w takim samym stopniu wymagana jest od wolontariuszy, jak i organizatorów wspólnego projektu, więc w tym sezonie edukacyjnym wizyty odbywać będziemy tylko po zapoznaniu się z efektem zbiórki.
Kocia Mama nie musi przyjmować każdego zaproszenia. Organizacje o słabszej kondycji nie prowadzą edukacji, ponieważ nie mają takiego, jak my zaplecza merytorycznego ani pomocy dydaktycznych. Szanuję czas wolontariuszek oraz wysiłek Ani, który spędziła wiele godzin, żeby przygotować materiały podnoszące jakość wykładów. Dodam, że nonszalancja odnośnie prowadzenia i reklamy akcji, mającej za cel zgromadzenie dla mruczących podopiecznych prezentów, budzi wśród wolontariuszek niesmak, odbiera energię do pracy i ponowny udział w ekipie w zespole edukacyjnym. Wyjątki stanowią regułę, dlatego jest kilka osób na mojej liście, których te nowe restrykcje nie dotyczą. Zaufanie, odpowiedzialność i rzetelność to emocje, które w Kociej Mamie każdy szanuje i docenia. Dziękuję, że mam przyjemność spotykać się cyklicznie z tymi osobami, które od lat są dobrymi duszkami Fundacji.


