Czarna lista

Tym razem rozważymy ten termin w nawiązaniu do prowadzonego systematycznie od początku działania Fundacji projektu, dotyczącego edukacji. Nie będę omawiała korzyści wynikających z udziału w nim obu stron, zainteresowanych prelekcją oraz tych, którzy ją prowadzą. Przybliżę okoliczności, sytuacje oraz zdarzenia, które są odpowiedzialne za jej powstanie.

Termin czarna lista (ang. blacklist) oznacza spis osób, podmiotów lub elementów, które zostały uznane za niepożądane i w związku z tym są blokowane, objęte restrykcjami lub negatywnie oceniane.
Nawiązując do potrzeb fundacyjnych, czarna lista zawiera także wykaz placówek, do których nigdy więcej nie przyjmiemy zaproszenia.
Każdy uważny obserwator doskonale wie, jak bliski mojemu sercu jest projekt, dotyczący szeroko pojętej edukacji. Moje koty uczestniczą od samego początku w wykładach, będąc mocnym, doskonałym wsparciem na potwierdzenie opowieści, które w zależności od słuchaczy przekazuję. Odwiedzam szkoły, przedszkola, kluby seniora i miejsca, do których złożenia wizyty odmawiają inni. Mam na myśli szkoły specjalne, ośrodki terapeutyczne oraz placówki, które prowadzą zajęcia dla dzieci niepełnosprawnych z różnymi defektami genetycznymi lub rozwojowymi. Prowadząc projekt edukacyjny widziałam wiele rodzinnych dramatów, bo dziecko zawsze kojarzy się ze szczęściem i radością, a ja spotykałam takie przypadki, o których nikt mnie nie uprzedził ani w żaden sposób nie przygotował. Mam świadomość, że terapeuci w szkołach specjalnych, którzy zajmują się tymi najcięższymi przypadkami, mając je na co dzień, inaczej reagują. Zresztą oni są do wykonywania zawodu odpowiednio szkoleni i powinni nam, ludziom Fundacji zasugerować, na jakie kontakty przyjmując zaproszenie wyrażamy zgodę. Nie każda wiedza oraz nie każde doświadczenie w życiu jest nam potrzebne. Bardzo często odmawia nam się wyboru, stawiając przed faktem dokonanym. Nie godzę się na takie traktowanie wolontariuszy. Każdy ma inaczej wyskalowane emocje, reakcje na sytuacje zaskakujące i trudne. Nie można nas rzucać na głęboką wodę, ponieważ wizyty zawsze są wcześniej ustalane i skoro organizator zachowuje się wobec nas instrumentalnie, nam nie pozostawia innego wyboru niż wpisać placówkę na czarną listę. To nie jest decyzja podjęta w wyniku eliminacji sytuacji trudnych, drastycznych, czy bolesnych. Fundacja opiekuje się od wielu lat szkołą przyszpitalną w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki, odwiedza szkołę dla dzieci niedowidzących, prowadzi projekt wspólnie z Towarzystwem Alzheimerowskim, ale wszystkie te aktywności podjęła świadomie, w wyniku rzetelnej informacji, na jakie emocje musimy się przygotować. Edukacja ma sens jeśli odbiorca, nawet chory czy niepełnosprawny, jest psychicznie zdolny świadomie zrozumieć i przyswoić obraz, który widzi oraz informacje, które przekazuje prowadzący wykład. Nie rozumiem w jakim celu zapraszały nas placówki opiekujące się młodzieżą z zaburzeniami nie tylko świadomości, ale z takim porażeniem mózgowym, że rodzina zdecydowała się wybrać zamknięty, tygodniowy ośrodek opiekuńczy. Jakie korzyści wyniesie ze spotkania młodzież, która funkcjonuje w innej czasoprzestrzeni, która kompletnie nie przyswaja wykładu, dedykowanego klasom najmłodszym w przedszkolu. Dlaczego tłumaczy się rodzicom, że mają ponieść dla nich dodatkowe koszty, biorąc udział w zbiórce, nasuwa się automatycznie pytanie o intencje wychowawców oraz pedagogów. Mam świadomość, że uzyskanie kwalifikacji nominujących do wyższego stopnia w karierze nauczycielskiej, określa regulamin, jednakże sugeruję, żeby wybrać inny wariant pomocowy, a nie fundacyjną edukację. Poza tym, nikt nas nie pyta, czy nasze uczucia, wrażliwość i psychika dźwigną takie obciążenie. Zostając opiekunem lub terapeutą w takim ośrodku, świadomie przyjmuje się na swoje barki wyzwania, wynikające z wykonywania takiego zajęcia.
My jesteśmy kociarzami, kierowanymi intencją, by działać na rzecz zmiany jakości życia zwierząt. Przekazujemy wiadomości o życiu, pielęgnacji, leczeniu, profilaktyce. Jakie korzyści z wizyty Fundacji wyniesie młody człowiek, który nie pamięta, jak się nazywa? W czym ma pomóc mu spotkanie z Kocią Mamą? Przecież on nigdy nie podejmie życia samodzielnie, nie otrzyma w wyniku tradycyjnej adopcji kota z przyczyn, które odebrał mu los, obdarzając takim życiem. Kompletnie bezduszne, małostkowe i świadczące o braku empatii są takie zachowania nauczycieli. Budują swój wizerunek społecznika kosztem pokrzywdzonych przez los dzieci i młodzieży.
Druga, mniej drastyczna przyczyna, w wyniku której placówka kwalifikuje się do wpisania na czarną listę, to minimalna lub zerowa zbiórka karmy, a co zawsze się z tym nierozerwalnie łączy, nonszalanckie traktowanie wolontariuszy składających wizytę.
Każde spotkanie poprzedza rozmowa ustalająca szczegóły. Omawiam osobiście wszystkie punkty wspólnego projektu. Wychodząc z założenia, że kontaktują się z nami miłośnicy kotów, nie rozumiem dlaczego do moich obowiązków, oprócz prowadzenia wykładu, mam dokładać kolejny, a mianowicie dyscyplinowanie osób dorosłych, biorących udział w spotkaniu. Przykra jest okoliczność, kiedy dzieci rozumieją, że należy z kotem postępować delikatnie, eliminując hałas i gwałtowne ruchy, a nauczycielki próbują tarmosić zwierzaka, jakby miały przed sobą pluszaka. Pytam, w jaki sposób dzieci zostały przygotowane do spotkania z żywą, czującą istotą skoro osoby, które powinny zachowywać się rozsądnie, popełniają takie niedopuszczalne błędy. Nie mogę jednocześnie prowadzić spotkania i od natrętnych rąk bronić kota.
Czy rozsądek i wyobraźnię dorosłe osoby tracą automatycznie na widok rasowych, zjawiskowych kotów?
Granica wyrozumiałości została przekroczona już wielokrotnie, dlatego unikając wskazań personalnie, kierowana fundacyjną dyplomacją, ale przede wszystkim z troski o koty, zbiorczo w punktach, dobitnie wyszczególniam uchybienia, które złożyły się na tę decyzję.
Nie będę imiennie wskazywać adresatów zbioru uwag. Każdy doskonale wie, jakie są jego uchybienia i liczę na zaniechanie ponownego kontaktu, chyba, że chce usłyszeć przykry wykład.
Nie analizując formy dialogu organizatorów z Fundacją, abstrahując od intencji podjęcia projektu, konkluzja nasuwa się nader przykra. Finalnie, w wyniku konfliktu i kolizji komunikacyjnej, jak zwykle tracą ci, dla których spotkanie miało być miłą, pełną niespodzianek wizytą.
Nie generalizuję, są oczywiście instytucje, do których jadąc mamy uśmiech na twarzy. Są naszymi przyjaciółmi, wspólnie trwamy w projekcie przez długie lata. Nauczycielki, kiedy nawiązały kontakt z Fundacją, były tuż po studiach, z głową napakowaną dobrymi emocjami i pomysłami. Lata upływają nam razem. One porodziły dzieci, ja doczekałam się w Fundacji wnucząt i nic nie zaburzyło wspólnej pracy. Nadal każda wizyta jest serdecznym wydarzeniem dla wszystkich. Poznają moje nowe koty, bo wiadomo, że one, tak jak i ludzie, odchodzą, czasem zbyt szybko, niekiedy nagle, ale te wszystkie zdarzenia składają się na prawdziwą jakość życia każdej z krwi i kości kociary.
Mam nadzieję, że pokazanie aspektów opisujących zajęcia edukacyjne postrzeganych z pozycji Fundacji, wielu osobom otworzy oczy. Fakt, że tyle lat wstrzymywałam się od komentarzy, od analizy jakości prowadzonych projektów, od oceny motywacji nawiązania kontaktu z Kocią Mamą, nie oznacza, że wcześniej nie miałam tych spostrzeżeń. Zawsze, po każdym spotkaniu, następuje dogłębna analiza odbytej wizyty, w odniesieniu do naszej organizacji, ale także organizatorów. Porównujemy z wolontariuszami wrażania, dyskutujemy, jak podnieść jakość pogadanki, jakie elementy włączyć w program dedykowany określonej grupie wiekowej. Omawiamy również formę komunikacji w trakcie wizyty. Wspólne relacje budują końcowy obraz, ponieważ fakt, że w jednej grupie nauczycielka mogła mieć fochy nie oznacza, że tą samą etykietkę przypniemy wszystkim uczestnikom wydarzenia.
Dzieląc się odczuciami, chciałam pokazać, że wydawałoby się z pozoru miły i fajny projekt, w rozłożeniu na części pierwsze pokazuje, jak jest w rzeczywistości trudny, skomplikowany i z jaką rozwagą oraz roztropnością należy go prowadzić. Mając nadzieję, że czarna lista nie będzie się powiększać, sugeruję przyswojenie przesłania po uważnym przeczytaniu, konstruktywnej analizie przekazanych informacji oraz uczciwe i szczere przeanalizowanie własnego zachowania wobec ludzi Fundacji.