Komunikacja z mediami jest jedną z najważniejszych form promocji oraz reklamy każdej firmy. Przyjmując zaproszenia do studia radiowego czy telewizyjnego, mamy świadomość, że każde wypowiedziane w programie słowo, zostanie zapamiętane i przetworzone, w zależności od emocji, a także nastawienia słuchającego wobec Kociej Mamy.
Do nowego programu radiowego, prowadzonego tym razem nie przez zaprzyjaźnioną od lat dziennikarkę Izę, a Agatę, zaproszenie przyjęły Ania z Kasią, duet zajmujący się na co dzień kwestią szeroko pojętej, kociej edukacji. O roli obu wolontariuszek wspomniałam wielokrotnie, więc kwestię ich aktywności zostawię na boku, zajmując się tym razem jakością wykonywanego wolontariatu. Łączy je, mimo różnicy wieku, bardzo wiele. Obie mają duży staż w Fundacji, pełnią określone, istotne funkcje, przy czym są aktywne nie tylko w edukacji, ale także na innych płaszczyznach. Obie są lojalne, uczciwe, szczere w intencjach, odpowiedzialne zadaniowo i są autentycznym wsparciem dla każdego, kto potrzebuje pomocy.
Mając wgląd w najważniejsze projekty, prowadzone w ramach Kociej Mamy, są nie tylko ich uczestniczkami, ale potrafią najważniejsze cele i priorytety przekazać osobom zainteresowanym.
Praca codzienna Fundacji wzbudza wiele emocji, najwięcej wśród osób, które nie mogą się pochwalić żadnym sukcesem. Istoty sfrustrowane są z reguły niespełnione, niepewne, nieskuteczne. Dla nich każde powodzenie innych nie jest powodem do radości, tylko okazją do agresji, zazdrości i złości.
Przyjmując zaproszenie na wywiad, nigdy z góry nie narzucamy tematu rozmowy, on sam się krystalizuje w trakcie wymiany kilku pierwszych formułek grzecznościowych. Dla nas nie ma tematów tabu, zakazanych czy też niewygodnych. Kiedy dziennikarz zadaje konkretne pytanie, staramy się zawsze odpowiedzieć rzetelnie i zgodnie z prawdą i stanem faktycznym. Najwięcej kontrowersji zawsze budzi karmienie niesamodzielnych miotów, czyli maleńkich kocich osesków. Mało kto podejmuje kwestie moralne i etyczne, będące następstwem decyzji o eutanazji, a skupia się na wielkości nakładów finansowych, wynikających z ratowania. O maluszkach, dlaczego mogą liczyć na pomoc w Kociej Mamie oraz wynikającym naturalnie zagadnieniem, związanym z adopcją, opowiadały Ania z Kasią.
Mam świadomość, że aspekty dotyczące polityki adopcyjnej są dla wielu osób nadal trudnym do zaakceptowania stylem pracy. Jest kilka kluczowych kwestii, które niestety eliminują potencjalnych chętnych, a jedną z nich jest wiek, czyli pesel osoby występującej o adopcję kota. Przykro mi zawsze odmawiać, jednakże dobra adopcja ma chronić przede wszystkim naszego kota. Nie oddam świadomie maluszka kilkutygodniowego osobie samotnej w wieku 60+. Zadziwiają mnie niesłychanie hymny pochwalne organizacji, które publikują zdjęcie bardzo leciwego seniora z maluszkiem, podpisując je tekstem: Dziękujemy za świadomą adopcję! Zawsze mnie świerzbi, żeby zadać pytanie, czy mają na sercu dobro zwierzaka, czy bardziej interesuje ich fajna statystyka. Różni nas od innych fundacji jedna dość istotna i ważna kwestia, my potrafimy racjonalnie obronić, wyjaśnić i uargumentować wszystkie podejmowane w ramach wolontariatu decyzje. Żadna z nich nie jest osobistym kaprysem, każda wynika z postulatów ujętych w Statucie i jest wypadkową nie tylko wyboru, ale podyktowana jest autentyczną troską o dobrostan przyjmowanych pod skrzydła zwierząt.
Miłe jest zawsze pozytywne zaskoczenie osoby, która nas zaprasza. Otwartość, elastyczność tematyczna oraz naturalna reakcja na padające pytania, to niestety rzadkość, ponieważ wielu niby- zwierzolubów bardziej oczekuje rozmowy w oparciu o przygotowanie przyjaznego dla siebie scenariusza, który omija wszystkie drażliwe tematy, związane ze społeczną pracą. Znając życie, obie wolontariuszki swoimi opowieściami tylko rozbudziły ciekawość dziennikarki, co oczywiście przekuje się na kolejne wizyty i następne interesujące rozmowy o Fundacji.

